Główną ideą «Płomienia braterstwa» nie jest położenie zniczy, tylko budowanie relacji

Paweł Łoza ■ №32, 2019-08-11

Rozmowa z Mateuszem Stachewiczem, wiceprzewodniczącym Programowego Ruchu Odkrywców w Związku Harcerstwa Polskiego.

Spotykamy się 14 sierpnia o 18:00 na cmentarzach, mogiłach żołnierzy Ukraińskiej Republiki Ludowej, bo…

…bo ci ludzie to nasi bohaterowie. Latem 1920 roku, kiedy ważyły się losy Polski, Ukraińcy jako jedyni udzieli nam realnego wsparcia nie w postaci sprzętu z demobilu czy obserwatorów wojskowych, tylko w postaci żołnierzy, którzy narażali życie dla wolnej Polski. Po latach zapomnienia trzeba o tym mówić. Mamy wobec tych ludzi dług wdzięczności, ale i dług winy – bo podpisując rozejm, a potem traktat pokojowy w Rydze, Polska porzuciła swojego sojusznika i zrezygnowała z walki o wolną Ukrainę. To była zdrada – musimy to nazwać po imieniu i wziąć za to odpowiedzialność. Nie jest to łatwe, bo jest duży opór przed przyjęciem do wiadomości, że Polacy nie zawsze byli tylko bohaterami lub niewinnymi ofiarami. Dlatego mamy problem z rozliczeniem się z takich wydarzeń, jak Jedwabne, Sahryń czy Zaleszany.

Mateusz Stachewicz. print screen z Youtube

Ale drugi powód tej akcji jest nawet ważniejszy: na dobrej pamięci o tamtym sojuszu chcemy budować – na dziś i na jutro – dobre relacje z Ukraińcami, którzy są dla nas bardzo ważnymi sąsiadami, członkami naszego społeczeństwa (żyjący wśród nas migranci z Ukrainy) i współobywatelami (członkowie mniejszości ukraińskiej w Polsce). Obecność miliona, a może dwóch milionów Ukraińców nad Wisłą to dla nas, harcerzy, moment wielkiej próby. Właśnie zdajemy nasz egzamin z braterstwa.  

Ale nie wszystkim to się podoba. Gdy wiosną został opublikowany film promujący akcję, od razu zjawiały  się pod nim komentarze o tragedii na Wołyniu, o tym, że Ukraińcy mordowali Polaków i że to „żaden sojusznik”.

Tak dziś niestety wygląda w mediach społecznościowych dyskusja o relacjach polsko-ukraińskich. Kiedy tylko pojawia się jakaś pozytywna informacja w tej dziedzinie, natychmiast znajduje się ktoś, kto czuje się zobowiązany przypomnieć, kto mordował Polaków na Wołyniu i kto strzelał do Orląt Lwowskich. I deklaruje – nie wiadomo w czyim imieniu – że „nie będzie żadnego pojednania, dopóki Ukraińcy nie przeproszą za Wołyń”. Zupełnie jakby nie było kilku dekad dialogu, oświadczeń władz państwowych, listów duchownych, oddawania przez obie strony czci ofiarom i wreszcie słów „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Polacy i Ukraińcy są z różnych powodów skazani na bliskość. Dlatego warto szukać tego, co nas łączy. A my wzięliśmy sobie do serca słowa Jana Nowaka-Jeziorańskiego, że pozytywne relacje między narodami buduje się na poziomie obywateli.

No właśnie. Ta akcja jest skierowana nie jest skierowana tylko do harcerzy z ZHP czy płastunów z Płast Polszcza?

Płastuni i harcerze są organizatorami, ale do udziału w uroczystościach 14 sierpnia zapraszamy wszystkich, którzy chcą stanąć razem i oddać cześć zapomnianym bohaterom obu naszych narodów. Zapraszamy mieszkańców, duchownych, inne organizacje społeczne, media, samorządowców. Zresztą w niektórych miastach to się dzieje już od lat, my tylko pomagamy rozszerzyć tę inicjatywę. 

Powodzenie tej akcji zależy od odwagi. Dostaliśmy informacje od harcerzy z Podkarpacia – gdzie trudne tematy polsko-ukraińskie są wciąż żywe i budzą silne emocje – że mimo wychowania w duchu nieufności wobec Ukraińców rozumieją potrzebę działania w tej sferze, ale boją się ostracyzmu ze strony ich lokalnych wspólnot. Nas jako organizatorów również najwięcej publicznych oskarżeń spotkało właśnie od mieszkańców tamtego regionu. Dlatego w niektórych miejscach akcję będą realizować harcerze z zewnątrz – na przykład na cmentarz w Łańcucie przyjedzie prężne środowisko ZHP z Biłgoraja.

Trzeba jednak podkreślić, że od internautów z obu krajów otrzymaliśmy tysiące wyrazów poparcia i budujących, pozytywnych reakcji. Było ich nieporównanie więcej, niż nienawistnych komentarzy. Teraz zależy nam, żeby to samo zaistniało „w realu”.

W ilu miejscowościach, na ilu cmentarzach, pojedynczych mogiłach tego dnia zapłonie «Płomień braterstwa» i jak je znaleziono?

Zidentyfikowaliśmy w Polsce około 70 miejsc, w których są pochowani żołnierze UNR. Na początku założyliśmy, że jeśli uda się przeprowadzić akcję w 5 miejscach, to będzie całkiem nieźle. Tymczasem mamy już zgłoszenia z ponad 30 miejscowości. Mam nadzieję, że za rok, kiedy będziemy obchodzić okrągłą rocznicę tamtej wojny, będzie ich jeszcze więcej.

A mapę tych miejsc sporządziliśmy na podstawie informacji z publikacji doktora Ołeksandra Kolańczuka. Dzięki jego ostatniej książce «Ukraińscy emigranci polityczni w życiu naukowym, kulturalnym, społecznym i gospodarczym II RP» dowiedzieliśmy się więcej o losach ukraińskich żołnierzy po ich internowaniu. To następna bolesna dla Polaków opowieść: oto bohaterowie walki o naszą wolność po wyjściu z obozów mieli ograniczoną możliwość osiedlania się, a nawet poruszania po niektórych województwach, a dzieci Polek, które wyszły za ukraińskich oficerów, traciły polskie obywatelstwo. Ich położenie było niesprawiedliwe, chociaż wnosili ogromną wartość do pracy państwowej – to byli przecież oficerowie kontraktowi Wojska Polskiego, nauczyciele, duchowni. Wystarczy zobaczyć choćby groby tych weteranów na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie czy na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie: to kadra profesorska tamtejszych wyższych uczelni. Wielu żołnierzy, którzy dożyli 1939 roku, broniło potem Polski w kampanii wrześniowej. Ogółem walczyło wtedy w Wojsku Polskim nie mniej niż 120 tysięcy Ukraińców. I o tym warto mówić.

Czy podczas akcji jej uczestnicy dowiedzą się właśnie o takich sprawach, kto spoczął w mogiłach i jaki był los tych ludzi?

Tak. Zapalając znicze, powiemy o polsko-ukraińskim sojuszu z 1920 r i o losach tych ludzi. W każdym miejscu scenariusz uroczystości będzie inny – w zależności od tego, czy przybędą miejscowe władze, duchowni różnych wyznań i obrządków, jaki będzie udział lokalnych społeczności. Na przykład do Lublina przyjadą też płastuni z Równego.

Trzeba zaznaczyć, że główną ideą «Płomienia braterstwa» nie jest położenie zniczy, tylko budowanie relacji. W tym roku dopiero zaczynamy. W przyszłości chcemy to kontynuować i poszerzać współpracę o inne projekty.

Dlaczego zdecydowaliście się sięgać do historii?

Kiedy zaczynaliśmy, wiele osób nam mówiło: „OK, budujmy pozytywne relacje, ale na czymś mniej kontrowersyjnym niż historia. Ona była bardzo trudna i zawsze będzie trucizną”. I my to rozumiemy. Ale jednocześnie widzimy, że to historia jest kluczem do naszych relacji. Dopóki nikt jej nie przywoła – Polacy odnoszą się do Ukraińców raczej życzliwie. Jest to nierzadko życzliwość podszyta paternalizmem, wyższością, nie ma nic wspólnego z partnerskim podejściem – „cenię panią Oksanę, bo starannie sprząta”, a „pan Wołodymyr nie ma sobie równych w kładzeniu gładzi”. Ale kiedy w dyskusji, zwłaszcza w Internecie, pojawia się Wołyń albo Lwów – nawet taka życzliwość znika. W jej miejsce pojawia się pogarda. Bo przypominanie okrucieństw sprzed 70-80 lat idzie w parze z insynuacjami, że Ukraińcy to naród bez historii, bez kultury, z własnym państwem dopiero od trzech dziesięcioleci, a nawet „żaden naród”, tylko część narodu rosyjskiego. Uważamy, że dobre relacje można budować tylko na wzajemnym poznaniu i szacunku. Dlatego trzeba jak najczęściej i jak najszerzej pokazywać Polakom bogatą ukraińską kulturę, tysiącletnie dziedzictwo i ukraińską tradycję państwową, której również Polacy wiele zawdzięczają. Między innymi dlatego, zaczynając od własnego podwórka, w marcu zabraliśmy naszych instruktorów na koncert „Szewczenko Revolution” chóru „Dudaryk”. I dlatego robimy „Płomień Braterstwa”.

Варіант тексту українською мовою тут.

                                                                        

Поділитися:

Категорії : Розмова

Схожі статті

Напишіть відгук

Ваша пошт@ не публікуватиметься. Обов’язкові поля позначені *

*
*