Wszystkie nitki prowadziły do św. Jura

Anna Korzeniowska-Bihun ARTYKUŁY, OŚWIADCZENIA2008-12-23

Rozmowa z Grzegorzem LINKOWSKIM, reżyserem filmu dokumentalnego pt. „Błogosławiony… Sprawiedliwy?”

Właśnie montuje Pan film dokumentalny o metropolicie Andreju Szeptyckim. Czy może Pan powiedzieć kilka słów o tym filmie?
Jest to film detektywistyczny. Jego konwencja polega na tym, że ojciec Stefan Batruch w różnych miejscach na świecie: na Ukrainie, w Polsce, w Izraelu, próbuje się dowiedzieć, dlaczego tak długo trwa proces beatyfikacyjny metropolity Szeptyckiego i proces wnioskowania o tytuł „Sprawiedliwego wśród narodów świata”. Wiadomo, że pierwszym przypadku ciągnie się to już ponad 50 lat, a w drugim – szesnaście razy odrzucano wnioski.

Ostatnio nie odrzucono, zostawiono furtkę, to znaczy sprawy nie zamknięto, lecz pozostawiono ją do ponownego rozpatrzenia. Czeka ona na to już dwa lata.
Film zaczyna się od wyjaśnienia, na czym polega różnica między szowinizmem i patriotyzmem. Ciągle zmagam się z różnymi stereotypami patrzenia Polaków na Ukraińców, Ukraińców na Polaków, tych i tych na Żydów i na odwrót. Tworzą one taką pływającą po powierzchni pianę, którą muszę cały czas odrzucać, by uniknąć wrażenia wiecznego spięcia między tymi narodami. Szeptycki dla mnie jawi się jako postać, działająca zdecydowanie na rzecz ich połączenia. W tamtych czasach to było nie do pomyślenia.

Czy udało się Panu znaleźć odpowiedź na postawione pytania?
Tak. Częściowo będzie ona w filmie – nie chcę tego opowiadać, ale na pewno historia z beatyfikacją i tytułem „Sprawiedliwego wśród narodów świata” wynika przede wszystkim ze stereotypowego myślenia, z nieumiejętności spojrzenia na metropolitę w sensie transcendentnym. Nie można traktować tej postaci bez kontekstu historycznego. W Yad Vashem tego kontekstu nie rozumieją, nie rozumieją go Polacy, nie rozumieją go nawet Ukraińcy. Ukraińcy nie mają świadomości tej postaci. Myślę, że ona dopiero czeka na swój renesans. Chociaż Ukraińcy powinni po nią sięgnąć, bo ona była profetyczna. Szeptycki zawsze mówił, że Ukraina będzie niezależna.
Teraz jest dobry moment, jeśli chodzi o proces beatyfikacyjny. Wygląda na to, że zakończył się etap zbierania różnych dokumentów, stawiania pytań – również tych stereotypowych – i odpowiadania na nie, w końcu ten kontekst historyczny został uwzględniony. Poza tym w porównaniu z Piusem XII, Szeptycki wypada zdecydowanie lepiej. Był on bowiem jedyną hierarchiczną osobą, która podczas II wojny światowej w tak wyraźny sposób zaprotestowała przeciwko systemowi nazistowskiemu, przeciwko Holokaustowi i która stworzyła w Cerkwi greckokatolickiej zorganizowaną akcję ratowania Żydów. Szeptycki ukrywał u siebie w Pałacu Świętojurskim znane postacie ze świata żydowskiego: Dawida Kahane, czy dra Chamajdesa, czy syna Jecheskiela Lewina – Kurta, który nota bene w filmie o tym wszystkim opowiada. Poza tym są dokumenty i dowody na to, łącznie z jakimiś kartkami ostrzegającymi poszczególnych księży greckokatolickich przed aresztowaniami, bo w ich parafiach wydaje się za dużo metryk Żydom. Szeptycki uruchomił cały system w klasztorach studytów i studytek, gdzie w ratowaniu Żydów brało udział około kilkuset mnichów i mniszek. Więc takie dokumenty zostały już zebrane. Brakuje jedynie cudu. Z tego, co mi mówił biskup Hrynczyszyn – bo dotarliśmy do biskupa Hrynczyszyna, czyli postulatora, który przez 48 lat prowadził w Watykanie proces beatyfikacyjny – jest cud w USA. Oczywiście ostateczną decyzję podejmie papież.

Mimo tych pięknych zasług, o których Pan wspomniał, nagonka na metropolitę Szeptyckiego trwa od 50 lat i mam wrażenie, że ostatnim czasem się nasiliła. Dlaczego?
Moim zdaniem ona prowadzona jest z powodów wyłącznie politycznych przez ludzi, którzy nie rozumieją kontekstu historycznego i budują swój obraz polityczny wyłącznie na wiecznym rozpamiętywaniu krzywd. Wiadomo, że w historii i narodu ukraińskiego i narodu polskiego działy się różne rzeczy, ale te narody same powinny się z tego oczyścić, same powinny zrobić rachunek sumienia. W Polsce istnieje jeszcze taki stereotypowy mit Kresów, taki rewindykacyjny sposób myślenia o tych miejscach, oceniający negatywnie wszystko, co tam się działo. Stąd tragedia Wołynia wykorzystywana jest bardzo często do działań politycznych. Dziś tak się dzieje, na przykład za sprawą ks. Isakowicza-Zaleskiego, który porusza te tematy, ale rzadko wykorzystuje udokumentowane fakty odnośnie chociażby metropolity Szeptyckiego. Nie znaleziono ani jednego dokumentu, który potwierdzałby, że Szeptycki kazał księżom greckokatolickim zabijać. To są jakieś absurdy!

Ale w wywiadzie do „Rzeczpospolitej” ks. Isakowicz-Zaleski powiedział, że Szeptycki popierał Adolfa Hitlera…
Przede wszystkim trzeba znać kontekst historyczny. Od dwóch lat we Lwowie są Sowieci. Kościół jest gnębiony, przeprowadza się aresztowania, sytuacja polityczna jest bardzo trudna. Nagle przychodzą Niemcy. Szeptycki był kapelanem w oddziałach austro-węgierskich, trochę zna ten dryl prusko-austro-węgierski i wydaje mu się, że po terrorze, którego doświadczyli, przyjście tego typu armii będzie jednoznaczne z wprowadzeniem jakiego-takiego porządku. Zwłaszcza po okresie bezhołowia i niszczenia religii. Jego przede wszystkim interesowała religia, on nie był, moim zdaniem, politykiem, on był przywódcą duchowym, moralnym i religijnym. Ten list do Hitlera – którego nota bene nikt nie może znaleźć – miał wyłącznie kurtuazyjne znaczenie. Myślę, że wielu wojewodów na tamtych ziemiach postąpiło podobnie w stosunku do nowej okupacyjnej władzy. Przede wszystkim po to, by ratować swoich obywateli. Sam jestem z Lubelszczyzny, więc wiem z przekazów rodzinnych, jak wyglądało wejście Sowietów po 17 września, a jak wejście Niemców. Niemcy karali za łamanie praw okupacyjnych, ale nie było jeszcze eksterminacji Żydów. Oczywiście były tzw. Dni Petlury, czyli pogrom we Lwowie zaczynający się 25 lipca 1941 roku, gdy Niemcy wykorzystali różne animozje i umiejętnie napuścili motłoch miejski przeciwko Żydom. Szeptycki od razu wysłał księży do powstrzymania tego tłumu i wydał stosowną odezwę do cerkwi. Piszą o tym i Lewin i Chamajdes. Powitania Hitlera nie można w żaden sposób traktować, jako współpracy. W filmie od razu w to uderzam: przepraszam bardzo, jeśli to była współpraca, to dlaczego Schindler, który był członkiem NSDAP – nie tyle współpracował, ile był częścią tego reżimu – dostaje tytuł „Sprawiedliwego”? W przypadku Szeptyckiego, który czuł się odpowiedzialny za swój kościół, to nie jest żadna zdrada.

Ks. Isakowicz-Zaleski zarzuca Szeptyckiemu również, że „błogosławił powstanie SS Galizien, delegując księży jako kapelanów do tej zbrodniczej formacji. Księża greckokatoliccy byli też kapelanami innych zbrodniczych formacji: batalionów „Nachtigall” i „Roland”…
To jest kolejna infamia. Istnieje różnica w czasie, kiedy powstaje SS Galizien, a kiedy dochodzi nie do błogosławienia, tylko zwrócenia się do tych księży, którzy zostali kapelanami. Jest rok 1943-44, Niemcy przegrywają, zaraz znowu wejdą Sowieci. W takiej sytuacji formacje, w których służą Ukraińcy mogą być zalążkiem przyszłych sił pilnujących porządku na tych terenach. Wyraźnie mówi o tym historyk Szymon Redlich, który badał te dokumenty. Nie ma żadnego przykładu na to, że księża greckokatoliccy biorą udział w mordach. Żadnego! Zresztą Watykan zamknął proces beatyfikacyjny, czyli już nie dyskutuje na ten temat. Odepchnął te argumenty, o których mówi ks. Isakowicz-Zaleski. Ks. Isakowicz-Zaleski powinien posłuchać tego, co powiedział Jan Paweł II we Lwowie, podczas homilii w obrządku greckokatolickim: chcielibyśmy, aby za naszego życia wielki metropolita został beatyfikowany. Poza tym, jeśli ks. Isakowicz-Zaleski czasami siada w konfesjonale – a powinien, bo jest kapłanem – to dobrze byłoby, gdyby troszkę inaczej spojrzał na problem rozliczenia z przeszłością i odpuszczenia win, o czym zresztą mówi mu jego dawny zwierzchnik Jan Paweł II: Polacy i Ukraińcy, musicie w pewnym momencie pozostawić to, co było i zrobić wspólny krok dalej. To jest tak, jak w przypadku dokumentów, do których dotarłem. Kiedy arcybiskup Bilczewski zwrócił się do metropolity Szeptyckiego, by ten potępił zbrodnię
wołyńską. Szeptycki odpowiedział mu: zróbmy to razem!

Dlaczego Pan robi film o metropolicie Szeptyckim?
Spotkałem się z tą postacią wcześniej, podczas robienia filmu o Emilianie Kowczu pt. „Proboszcz Majdanka”, gdzie ciągle mówiło się o metropolicie. Szeptycki wywierał ogromny wpływ na stosunek grekokatolików do innych nacji, na przykład do Żydów. Mówił, w jaki sposób należy się w trudnych sytuacjach zachowywać, jakie są zadania księży. Najlepszym przykładem tego oddziaływania metropolity był właśnie ks. Kowcz, którego nazywano „proboszczem Majdanka”. Ale on nie był proboszczem tylko dla chrześcijan, do niego przychodzili także żydzi. On bardzo pomagał wszystkim ludziom. Później spotykałem się z innymi przykładami greckokatolickich duchownych, którzy ratowali Żydów podczas wojny. Ale wszystkie nitki prowadziły do Św. Jura!

Wywiad w j. ukraińskim ukazał się w numerze 51 „Naszego Słowa”, 21.12. 2008

Поділитися:

Категорії : Статті

Напишіть відгук

Ваша пошт@ не публікуватиметься. Обов’язкові поля позначені *

*
*