W walce z następstwami Akcji „Wisła”*

prof. Roman DrozdARTYKUŁY, OŚWIADCZENIA2012-06-20

Równo 65 lat temu, 28 kwietnia 1947 roku, z samego rana operacyjna grupa wojskowa „Wisła” przystąpiła do deportacji ludności ukraińskiej. Sformowani przez nią w kolumny ukraińsсy chłopi na zawsze były zmuszone porzucić swoją rodzinną wieś, swą najwspanialszą cerkiew, swój ukochany dom, swoich sąsiadów. Właśnie w tym czasie, 65 lat temu, ci wygnani z domostw ludzie byli w drodze. Żegnali się ze z znajomym krajobrazem, zostawiali swą świątynię, mogiły przodków i bliskich im osób, zostawiali swój majątek… Nie zostawiali jednak swej miłości do ziemi rodzinnej. Osiedlano ich w znacznym rozproszeniu, zabrano im wszystko, nawet narodowość. Tajna instrukcja, datowana na rok 1947, zabraniała nazywania ich Ukraińcami, a zezwalała nazywać jedynie osadnikami z Akcji „W”.
Mimo to miłość do macierzy dawała im siłę i nadzieję, że kiedyś powrócą i staną na progu swojej cerkwi, swego domu. Dlatego też od razu po deportacji, po osiedleniu się w rozproszeniu na zachodnich i północnych ziemiach Polski, marzyli oni o powrocie. Jeden czekał na odpowiedni czas, drugi prosił o zgodę różne organa państwowe, a jeszcze inny, nie czekając, powracał na swą ukochaną ziemię. Przykładem może być Stepan Mychaluk z- gromady Lechowo w powiecie braniewskim, który zaprzągł konia do wozu i pojechał do rodzinnej wsi. Albo znany wszystkim Epifanij Drowniak, którego trzykrotnie wysiedlano na ziemie zachodnie, a on za każdym razem powracał do swej ukochanej Krynicy.
Dążenie do powrotu i próby jego dokonania można śmiało oceniać jako sprzeciw akcji „Wisła”, jako starania likwidacji jej następstw. Według danych państwowych do 1952 r. blisko trzy tysiące osób powróciło w rodzinne strony. Jednak przyjazd do dawnego miejsca zamieszkania nie oznaczał końca kłopotów. Można było zostać deportowanym jeszcze raz: ostatni transport odprawiono z Chełmszczyzny w 1952 r., były w nim 34 rodziny, których wcześniej nie deportowano oraz jeszcze 34, które już zdążyły samowolnie powrócić do domu. Tego też roku opracowano plan deportacji z Chełmszczyzny jeszcze ponad dwudziestu tysięcy osób. Nie został on jednak wykonany; ze względu na osłabienie polityki dotyczącej Ukraińców i innych mniejszości narodowych w Polsce.
Jednak Ukraińcy, oprócz prób powrotu, nie mieli wtedy możliwości oficjalnie postawić władzy państwowej i partyjnej żądania potępienia akcji „Wisła” i likwidacji jej skutków. Możliwość taka pojawiła się wraz z polityczną odwilżą w 1956 r. i utworzeniem Ukraińskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego. Na I Zjeździe UTSK i po nim ludność ukraińska domagała się zgody na swój powrót oraz przyznania pomocy rodzinom, które już powróciły, odnowienia działalności Kościoła Greckokatolickiego, swobodnego dostępu do nabożeństw prawosławnych, anulowania opublikowanego 27 lipca 1949 r. dekretu, zgodnie z którym majątek, pozostawiony przez wysiedlonych Ukraińców był upaństwawiany oraz dekretu wydanego 28 września 1949 r., upaństwawiającego majątek Cerkwi i organizacji ukraińskich. Jednak władza państwowa i partyjna była daleka od realizacji takich żądań. Nie miały dla niej żadnego realnego znaczenia słowa ministra edukacji i członka Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, który na I Zjeździe UTSK powiedział: „walka z UPA żadną miarą nie może usprawiedliwiać metod i form, w jakich przesiedlenie zostało dokonane. Żadną miarą nie można usprawiedliwiać krzywd, wyrządzonych niewinnej ludności w toku akcji Wisła”. Delegaci ukraińscy gromkimi oklaskami poparli te słowa, dające nadzieję na likwidację następstw Akcji, mimo to dla władzy niczego one nie oznaczały: cel dalej był ten sam – denacjonalizacja ludności ukraińskiej.
Przeciw powrotom Ukraińców pozostawały również władza miejscowa i polska ludność, która bała się utracić dawne gospodarstwa ukraińskie. W rezultacie władze lokalne informowały Warszawę, że nie mają na swoim terenie wolnych gospodarstw, które mogliby zająć powracający Ukraińcy. Było to jednak najzwyczajniejsze kłamstwo. Ministerstwo Kontroli Państwowej konstatowało: „Z analizy sytuacji (…) wynika, że możliwości powrotu ludności ukraińskiej na dawne miejsca zamieszkania nie są jednak wyczerpane. Istnieją bowiem poważne ilości wolnych gospodarstw i ziemi leżącej odłogiem, nie uwzględnia się możliwości przekazania pewnej ilości gospodarstw w drodze dobrowolnej zamiany, nie zainteresowano się gospodarstwami poszczególnych osadników, które są w ich posiadaniu jako gospodarstwa podwójne”. Mało tego: w 1958 r. wojewódzkie władze w Krakowie i Rzeszowie zadecydowały o osiedleniu w przymusowo pozostawionych gospodarstwach ukraińskich dwa i pół tysiąca górali z województwa krakowskiego.
Kwietniowa uchwała sekretariatu KC PZPR z 1957 r., która miała umożliwić powroty, faktycznie je ograniczyła. W końcu, 12 marca 1958 r., Sejm uchwalił ustawę, która właściwie całkowicie uniemożliwiała ukraińskim rodzinom powrót na ziemie praojców. Do tego czasu miało powrócić około dwudziestu tysięcy osób. Można przyjąć, że do 1989 r. powróciło tylko 20% deportowanych Ukraińców.
Zmiany polityczne z 1956 r. dały możliwość głośnego domagania się likwidacji skutków akcji „Wisła” w kwestii wyznaniowej. Duchowieństwo i wierni, którym dźwięczało w duszach „Panie, zmiłuj się”, zaczęli domagać się swoich praw. Grekokatolicy żądali odnowienia działalność swojej Cerkwi, powołania biskupa, zwrócenia majątku cerkiewnego, parafii, a szczególnie katedry w Przemyślu. Jednak władza była daleka od urzeczywistnienia tych żądań. Dla niej odnowienie struktur Kościoła Greckokatolickiego oznaczało nie tylko konieczność zwrotu majątku czy wypłaty rekompensat. To byłaby także przeszkoda w procesie asymilacyjnym. Dlatego pozwolono jedynie na odprawianie greckokatolickich nabożeństw w ramach Kościoła Rzymskokatolickiego. Ostatecznie katedrę przekazano oo. karmelitom, którzy zaczęli zmieniać wygląd jej wnętrz, co grekokatolicy odebrali jako likwidację śladów ukraińskich. Tak samo zarówno grekokatolicy jak i prawosławni postrzegali niszczenie ich zachowanych cerkwi, cmentarzy, przydrożnych kapliczek i krzyży. Z kolei Kościołowi Prawosławnemu i jego wierzącym nie zezwalano na zakładanie parafii na Chełmszczyźnie, ale pozwalano to czynić w ograniczonych rozmiarach w Beskidach, co zdaniem władzy miało doprowadzić do konfliktu między katolikami a prawosławnymi.
Także w następnych latach duchowieństwo i wierni domagali się zwrotu majątku – nie tylko katedry, ale i cerkwi na Zasaniu w Przemyślu niegdyś należącej do oo. bazylianów, w której znajdowało się archiwum państwowe. Na początku lat siedemdziesiątych XX w. grekokatolicy w całej Polsce podpisywali się pod żądaniem zalegalizowania Kościoła Greckokatolickiego i zwrócenia mu dwudziestu trzech budynków sakralnych, z przemyską katedrą włącznie. W latach osiemdziesiątych XX w. powtórzono to kolejny raz. I mogłoby się wydawać, że ze względu na nastroje polityczne będzie możliwe spełnienie tych warunków, jednak przyszło na to czekać aż do 1989 r., choć do zwrotu katedry nie doszło.
Stworzenie UTSK w 1956 r. umożliwiło nie tylko poruszenie kwestii powrotów ludności ukraińskiej na ziemie ojców, powrotu Domu Narodowego w Przemyślu czy prowadzenia działalności kulturalno-oświatowej, ale umożliwiło też Ukraińcom domaganie się obiektywnej oceny akcji „Wisła”. Uczestnicy wojewódzkiej konferencji UTSK we Wrocławiu w liście do biura politycznego PZPR w 1956 r. domagali się uznania deportacji Ukraińców z zastosowaniem odpowiedzialności zbiorowej za niezgodną z „normami polityki narodowościowej Lenina”. Z kolei Ukraińcy z rejonu Zielonej Góry domagali się nie tylko powrotu, ale i rehabilitacji prześladowanych i uwięzionych bez przyczyny osób. Uczestnicy wojewódzkiej konferencji UTSK w Olsztynie w 1957 r. domagali się powtórnego przeprowadzenia procesów sądowych osób uwięzionych oraz rehabilitacji niewinnie ukaranych . Podobne żądania wystosowało kierownictwo wojewódzkie UTSK w Szczecinie, a prezydium Zarządu Głównego UTSK zwracało się do biura politycznego PZPR z prośbą o zajęcie stanowiska w sprawie rehabilitacji osób, które nie współpracowały z UPA. Chodziło o byłych więźniów obozu w Jaworznie, o których oficjalnie nie można było wspominać. Jednak to, co Ukraińcom wydawało się naturalne (na fali krytyki reżimu stalinowskiego oraz rewizji oceny członków polskiego podziemia), dla władzy oznaczało próbę potępienia akcji „Wisła” oraz rehabilitację UPA. Wraz z odejściem partii od politycznej odwilży zaczęto ograniczać życie ukraińskie w Polsce pod hasłem walki z „ukraińskim nacjonalizmem”. Kropkę nad i postawił Wiceminister Spraw Wewnętrznych Zygfryd Sznek, który z trybuny II Zjazdu UTSK w 1960 r. grzmiał w stronę delegatów słowami: „Wy, towarzysze delegaci, w nacjonalistach ukraińskich powinniście widzieć przeklętych, zapiekłych wrogów narodu ukraińskiego […] waszym ważnym zadaniem jest dostrzec wroga na własnym podwórzu i to własne podwórze wyczyścić ze śmieci żelazna miotłą”.
Późniejsze nastroje polityczne w Polsce dały Ukraińcom możliwość domagania się kolejny raz likwidacji następstw akcji „Wisła”. Przedstawiciele wspólnoty ukraińskiej, szczególnie z Łemkowszczyzny, w 1968 i 1971 r. żądali od najwyższego kierownictwa partyjnego naprawy krzywd spowodowanych przez akcję „Wisła”, anulowania ustawy parlamentu wydanej 12 marca 1958 r., zwrotu majątku, na przykład Ruskiej Bursy w Gorlicach oraz realizacji żądań postawionych w 1956 r.
Szczególnie wyraźnie żądania likwidacji skutków akcji „Wisła” były sformułowane w latach osiemdziesiątych XX w. Powstanie „Solidarności” dało społeczności ukraińskiej możliwość po raz kolejny przypomnieć władzy o swoim niezadowoleniu z powodu polityki narodowościowej, szczególnie braku likwidacji następstw akcji „Wisła”. Wspólnota ukraińska domagała się zmiany polityki informacyjnej dotyczącej Ukraińców, a właściwie usunięcia ze szkół książki Jana Gerharda „Łuny w Bieszczadach” oraz obiektywnego naświetlenia konfliktu polsko-ukraińskiego; Ukraińcy prosili o danie możliwości powrotu i przyznanie pomocy osobom, które już zdecydowały się powrócić na ziemie ojców, anulację wydanej 24 kwietnia 1947 r. rezolucji i potępienie akcji „Wisła” w Sejmie RP, zwrócenia majątku i lasów. Mimo to spełnienie tych żądań było niemożliwe, nawet w ostatnich latach istnienia Polski komunistycznej. Dopiero demokratyzacja życia w państwie po 1989 r. pozwoliła Senatowi potępić Akcję „Wisła”, co miało miejsce 3 sierpnia 1990 r. Jednak ta znacząca decyzja nie niosła ze sobą likwidacji skutków Akcji.
W imieniu Ukraińskiego Towarzystwa Historycznego i jako potomek deportowanych szczerze dziękuję wszystkim, którzy walczyli i walczą z następstwami akcji „Wisła”.

Doktor nauk historycznych profesor Roman Drozd
Przewodniczący Towarzystwa Historycznego w Polsce

* Odczyt wygłoszony na II Kongresie Ukraińców w Polsce, Przemyśl, 28-29 kwietnia 2012. Tytuł pochodzi od redakcji.

Поділитися:

Категорії : Статті

Напишіть відгук

Ваша пошт@ не публікуватиметься. Обов’язкові поля позначені *

*
*