Petro SkrijkaARTYKUŁY, OŚWIADCZENIA2015-03-29

Wspomnienia o Jerzym Nowosielskim

I oto minął już czwarty rok od jego śmierci. Cztery lata to jeszcze nie wiele czasu, ale dla naszej ułomnej ludzkiej pamięci to dużo, jakby minęły cztery wieki. Może dlatego jedynie kilka osób modliło się przy jego grobie w dniu 21 lutego tego (2015) roku. Wiernie pamięta o nim już tylko krakowska cerkiew prawosławna na ulicy Szpitalnej, chociaż on w swoim życiu miał dwie cerkwie, miał też cerkiew greckokatolicką na ulicy Wiślnej, w której go ochrzczono i w której są jego ikony. Nie wspominam już o jego kaplicy Borysa i Gleba w Fundacji św. Włodzimierza na ulicy Kanoniczej.

Kaplica Borysa i Gleba w Krakowie  wg projektu J. Nowosielskiego. Foto a archiwum redakcji
Kaplica św. Borysa i Gleba w Krakowie wg projektu J. Nowosielskiego. Fotografia z archiwum redakcji

Ci, którzy znali go bliżej, mówią, że potrafił być przebiegłym. Ja, jako przyrodnik, nazwałbym to po prostu instynktem samozachowawczym. Wiedział, że jego malarstwo mało komu się podoba, że w dużej części może nie ocaleć – i wcale się w tym nie mylił. Dlatego starał się jak najwięcej tworzyć dla cerkwi i kościołów, wiedział bowiem, że tam na pewno jego sztuka przetrwa. Pamiętam, że kiedyś, pod koniec lat osiemdziesiątych, powiedział mi, że bardzo chciałby malować jeszcze jakąś cerkiew i że będzie to jego ostatnia świątynia. Od razu podjąłem to jego życzenie i pojechałem z nim do Krynicy i do Gorlic, gdzie akurat budowano cerkwie prawosławne, a potem, niejako z marszu, pojechałem z nim jeszcze do władyki Adama, do Sanoka. Jakże byłem zaskoczony, gdy na moich oczach wręczył władyce gotowy już szkic projektu polichromii dla gorlickiej cerkwi. Musiał to zrobić po prostu w drodze, a ja tego nie zauważyłem. Władyka Adam, w pewnej, osobnej, chwili, powiedział mi wtedy, że nie będzie w stanie zapłacić artyście za to malowanie. Wówczas, korzystając z podobnej, osobnej, chwili, powiedziałem to Nowosielskiemu, a on od razu odpowiedział: – A o jakie pieniądze tu chodzi(?), ja nie chcę żadnych pieniędzy, chcę malować tę cerkiew za darmo. Ostatecznie doszło do tego malowania, ale pech chciał, że w tym czasie nie spał diabeł – wysłał na inspekcję pobożne babcie, a może także pobożnych dziadków – i malowanie skończyło się zanim na dobre się zaczęło.

1955 r.  Rysunki lalek dla teatru dzięcięcego wg projektu J. Nowosielskiego. Galeria Starmach
1955 r. Rysunki lalek dla teatru dzięcięcego wg projektu J. Nowosielskiego. Galeria Starmach

Mówią też o nim, że lubił wszystkich czymś w swoim malarstwie zaskakiwać. A ostatnio, tuż przed czwartą rocznicą jego śmierci, zaskoczył wszystkich swoimi lalkami. Nawiązuję tu do wystawy w Galerii Starmach w Krakowie przy ulicy Węgierskiej 5, na której eksponowane są projekty lalek Nowosielskiego. I nie tylko projekty, ale i gotowe lalki, które według tych projektów zostały wykonane w teatrze Groteska w Krakowie. Były to projekty do bajki J.Ch. Andersena „Krzesiwo” dla teatru Pinokio w Łodzi, ale także do innych bajek i dla innych teatrów też. O tej twórczości Nowosielskiego, jeszcze z jego czasów łódzkich, mało kto wiedział. Ja na przykład nie wiedziałem wcale, chociaż kilka razy próbował mi on coś mówić o swoich inscenizacjach w Łodzi i o inscenizacjach żony Zofii Gutkowskiej, która także, jak się okazało, projektowała lalki dla różnych teatrów w Polsce – a ponieważ nie okazywałem wówczas zainteresowania tą tematyką, on, jak zawsze skromny, widząc to, nie kontynuował tematu. To o niej, o tej wystawie, zamierzałem początkowo napisać krótki artykuł, i przy okazji przypomnieć o czwartej rocznicy jego śmierci. Ale gdy wracałem z tej wystawy i tak myślałem o tych lalkach i o tym artykule, i gdy już miałem wszystko w głowie poukładane, gotową całą konstrukcję artykułu, tak że wystarczyło tylko przenieść ją na papier, co zamierzałem uczynić natychmiast, za świeżej pamięci, zaraz po powrocie do domu, to nagle, całkiem niespodzianie, przypomniały mi się jego ciekawe myśli o ikonach, które prawie, a może i wcale, nie są szerzej znane. Że ikony na nas patrzą, że nas wyzwalają. I gdy tak zastanawiałem się jak tu pogodzić lalki z ikonami, zaczęły mi się przypominać jeszcze inne jego myśli i inne jego realizacje. W rezultacie po powrocie do domu nie zabrałem się za pisanie tego artykułu, gdyż w nadmiernie zburzonym mózgu nie mogłem znaleźć już żadnego kompromisu pomiędzy lalkami, ikonami i myślami Nowosielskiego.

Nowosielski 029_3744x5616Ostatecznie jednak wróciłem do zamiaru napisania jakiegoś, może już całkiem innego, artykułu, co stało się pod wpływem jeszcze innego, znamiennego wydarzenia. I znowu potwierdziło się to, że Nowosielski lubił wszystkich zaskakiwać. Mam na myśli, małą, wręcz kameralną, bo z udziałem tylko kilku osób, konferencję w pięknej, pełnej malunków Nowosielskiego, kaplicy pw. Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny w cerkwi prawosławnej w Krakowie. Konferencję tę zorganizował proboszcz krakowskiej parafii prawosławnej ks. Jerzy Antosiuk dla uczczenia czwartej rocznicy śmierci Jerzego Nowosielskiego. Dla porządku dodam, że odbyła się ona w piątek wieczorem 20 lutego 2015 roku, tj. w przeddzień tej rocznicy. Zanim jednak przejdę do tej bardzo znamiennej, jak już zaznaczyłem, konferencji, przypomnę ile to my, Ukraińcy, mieliśmy pretensji do niego, do Nowosielskiego, że nie dość kategorycznie identyfikował się ze swoim ukraińskim pochodzeniem. A on, znowu to przypomnę, mało mówił, ale często lubił wszystkich zaskakiwać. I oto, jakże byłem zaskoczony, gdy na tej konferencji przedstawiono najnowsze wyniki porównawczych analiz malarstwa Nowosielskiego, głównie sakralnego, które całkowicie zmieniają dotychczasowe ustalenia, które wszyscy, i ja też, powtarzali: że Nowosielski wzorował się na ikonografii bizantyńskiej.

Nowosielski  J.046_3744x5616Jest to oczywiście w sensie tradycyjnym prawdą, ale prawdą niepełną, bo jak wykazały najnowsze analizy porównawcze, wzorował się całkowicie na ikonografii Rusi Czerwonej i Rusi Halickiej, z tych źródeł czerpał najwięcej, a nie z Bizancjum, czy z innych odległych stron. Można zatem już z całą pewnością powiedzieć, że jego malarstwo całkowicie, po uszy, tkwi w tradycji i kulturze ukraińskiej, będącej jedyną kulturową spadkobierczynią Rusi Czerwonej i Rusi Halickiej. Najlepszym dowodem tego są jego ikony otaczane klejmą (bocznymi obrazkami) tylko z trzech stron: z dołu i po bokach. Tak pisano ikony tylko na Rusi Czerwonej i Halickiej, podczas gdy w ikonografii bizantyńskiej sensu stricto (i innej stylowo bizantyńskiej), klejmą otaczano ikony ze wszystkich czterech stron. Czy jest to jakąś formą testamentu Nowosielskiego z jasnym określeniem się do czyjej kultury i do czyjego malarstwa należy(?). Chyba tak, bo wydaje się to całkowicie w jego stylu – na pewno wiedział, że kiedyś ktoś to zauważy. Już wcześniej pisałem w „Naszym Słowie”, że jego kubizm w malarstwie abstrakcyjnym i nie tylko w abstrakcyjnym, może wypływać z geometrii ukraińskich pieśni cerkiewnych.

Nowosiel_2014_015_775x1000A teraz powrócę jeszcze do tych myśli Nowosielskiego o ikonach, o których wcześniej wspomniałem. Powracam do nich, bo pewnie Nowosielski, skoro mi je przypomniał, chce, żebym wyjął je z zapomnienia. Na czym może mu zależeć? Może na tym, że obdarowując nas swoją mądrością i swoimi myślami, chce ciągle żyć wśród nas i przy okazji upomina nas, że jego ikony na nas patrzą.
Bo to nie my patrzymy na ikony, to ikony patrzą na nas, mówił Jerzy Nowosielski, który przed czterema laty sam stał się już ikoną. I jest w tym jakaś logika, bo ikony nie są obrazami żywych, są obrazami zmarłych. Dlatego, wbrew naszym złudzeniom, nie widzimy tych świętych, bo od dawna już nie żyją, ale oni, ich ikony, mocą swojej świętości, widzą nas, patrzą na nas i w ten sposób kontaktują nas z niebem i z Bogiem. Wyjątkiem są tylko ikony Chrystusa, ponieważ Chrystus jest żywy, żyje wśród nas i żyje w swoich ikonach, i możemy się z Nim bezpośrednio kontaktować. On widzi nas i my widzimy Jego. Jakże mądre wydają się w tym sensie postanowienia Soboru V i VI (chociaż oznaczono go dwoma cyframi, był jednym Soborem), który zalecał wstrzemięźliwość w eksponowaniu krzyża w ikonografii wschodniej, oddając prymat Chrystusowi żywemu, i zakazał przedstawiania Go symbolami – barankiem albo rybą.
041_3738x5453 Kontaktowanie nas z niebem albo inaczej – stwarzanie nam warunków do modlitwy, to nie jedyna rola ikon. Jest jeszcze jedna ważna ich rola: ikony czynią nas ludźmi wolnymi, mówił J. Nowosielski. A dlaczego czynią nas wolnymi? Bo nas wyzwalają! Z czego nas wyzwalają? Wyzwalają nas spod władzy przeznaczenia, inaczej mówiąc, wyrywają nas z wszelkich pułapek przeznaczenia, które towarzyszą całemu naszemu życiu i wobec których jesteśmy całkowicie bezradni. Wyzwalają nas też i czynią nas ludźmi wolnymi, gdy jesteśmy zniewoleni naszymi złymi uczynkami i naszymi złymi myślami. Dopomagają nam też przezwyciężać tyranię wszelkich ostatecznych form, które nam zagrażają.
A kim w tym kontekście był dla nas J. Nowosielski, który przekazał nam te myśli, i o którym powoli zapominamy? Był skromnym malarzem, malował albo pisał, jak ktoś woli, dla nas ikony, już wiemy dlaczego malował czy pisał je dla nas. My zaś mieliśmy zawsze do niego pretensje, że jego ikony nie są piękne albo, że nie wszystkie są piękne. Teraz już wiemy, że ikony nie muszą być piękne, bo nie przedstawiają żywych świętych, a w niebie uroda już nie jest ważna, w niebie ważna jest świętość.

Artykuł w j. ukraińskim ukazał się w nr 13 „Naszego Słowa” (29.03.2015); Петро Скрійка, Заповіт, захований у іконах ■ КУЛЬТУРА ■ №13, 2015-03-29

Поділитися:

Категорії : Культура, Статті