Sprawy Łucenka i Tymoszenko: bez wiary w sprawiedliwość

Piotr AndrusieczkoARTYKUŁY, OŚWIADCZENIA2011-10-03

Walka z korupcją stała się podstawą wewnętrznej polityki ekipy Wiktora Janukowycza. W rezultacie za kratkami znaleźli się ludzie piastujący władzę w poprzednim rządzie. Najwięcej uwagi przyciągają dwie sprawy: byłej premier Julii Tymoszenko i byłego ministra spraw wewnętrznych Jurija Łucenki. Każdy, kto interesował się Ukrainą, wie, że życie codzienne ukraińskiego społeczeństwa przesiąknięte jest korupcją.

Dlatego można by pomyśleć, że aktywność nowej władzy „w walce z korupcją” jest uzasadniona, gdyby nie kilka „ale”. Tymoszenko i Łucenko – to nie urzędnicy poprzedniej władzy, ale liderzy sił opozycyjnych. Dlatego trudno jest pozbyć się wrażenia, że owe procesy sądowe nabrały politycznego zabarwienia. W obu wypadkach – I Tymoszenko, i Łucenka – oskarżonym zarzucają przekroczenie służbowych kompetencji.

W sprawie Jurija Łucenka są pewne osobliwości: prokuratura zarzuciła mu to, że odmówił zapoznania się z aktami sprawy. Niegdysiejszego pierwszego milicjanta Ukrainy pozostawiono w areszcie – jako jedyny możliwy środek zapobiegawczy zastosowano ograniczenia wolności. Strona oskarżająca uważa, że pozostawiony na wolności Łucenko mógłby wpływać na świadków sprawy. Jakież to przestępstwo, zdaniem władz, popełnił Łucenko, że należało zastosować niego areszt? Po pierwsze – zaprotegował swojego byłego kierowcę, który dzięki pomocy szefa zrobił błyskawiczną karierę w organach MSW i ponadto otrzymał sporo przywilejów, oraz, oczywiście, odpowiednią emeryturę. W materiałach ze śledztwa stwierdzono, że budżet nie może się z tego powodu doliczyć 40 tysięcy hrywien (5 tys. USD). Po drugie, Jurij Łucenko naruszył rozporządzenie prezydenta o ograniczeniu wydatków budżetowych w związku z kryzysem oraz zorganizował huczne obchody Dnia Milicji.

Tego rodzaju oskarżenia są dosyć poważną sprawą, zwłaszcza jeżeli chodzi o punkt pierwszy (drugiego, zdaje się, szukano na siłę). Poważnie psują obraz byłego rewolucjonisty i bojownika o sprawiedliwość. Jednak przy wszystkich „za” i „przeciw”, ciężko uwierzyć, że są one dostatecznym powodem, by trzymać Łucenka w areszcie śledczym. Należy też pamiętać, że w każdym postępowaniu w sprawie korupcji istotne znaczenie ma korzyść osobista oskarżonego, a na nadużyciach byłego ministra skorzystał przede wszystkim jego szofer. Przebywający w areszcie Łucenko ogłosił głodówkę.

Julia Tymoszenko natomiast przebywa na wolności. Dziennikarze już zdążyli nazwać jej areszt w dniu 24 maja 2011 roku „treningowym”: władza po prostu nie odważyła się posadzić za kraty byłej pani premier na dłuższy okres. Sama Tymoszenko była przygotowana na najgorszy wariant. Władza stara się ją „dopaść” za wszelką cenę. W kwietniu 2010 premier Mykoła Azarow ocenił, że w czasie piastowania urzędu przez Tymoszenko Ukraina straciła około 100 mld. USD.

Na początku władza wzięła się za stare procesy: wrócono do sprawy karnej z 2004 roku, kiedy Tymoszenko postawiono zarzut „próby wręczenia łapówki w zamian za zwolnienie z aresztu jej teścia”. Na pierwszy rzut oka oskarżenie nie warte jest nawet komentarza. Jednak już w maju 2010 roku rząd zlecił Departamentowi Kontrolno-Rewizyjnemu ukraińskiego Ministerstwa Finansów wspólnie z amerykańską kompanią „Trout Cashiers, PLLC” przeprowadzenie audytu z działalności rządu Tymoszenko. Audyt trwał do października. Zaraz po tym, 2 grudnia 2010 roku, Tymoszenko została wezwana do Prokuratury Generalnej, gdzie postawiono jej zarzuty: 320 mln euro z kwoty, którą Ukraina otrzymała od Japonii na emisję gazów cieplarnianych, została przeznaczona na emerytury (w trakcie kryzysu w 2009 r.), a nie na fundusz zalesiania (czego wymaga protokół z Kioto). Po dwóch miesiącach wysunięto przeciw Tymoszenko zarzut związany z zakupem w 2009 roku tysiąca karetek pogotowia. Według organów śledczych prowadzących sprawę, wydatki na ten cel zostały przewidziane w budżecie na rok 2009. W obu sprawach prokuratura formułując oskarżenie posłużyła się terminem nieprawidłowego wykorzystania środków budżetowych. Oskarżenie wydawało się niewystarczająco poważne i obiektywne nawet w oczach samej prokuratury. Dlatego 11 kwietnia 2011 roku Prokuratura Generalna ogłosiła, że wobec J. Tymoszenko wszczęto nowe postępowanie – dotyczące „nadużycia władzy oraz kompetencji służbowych przy negocjowaniu umów gazowych w 2009 roku”, z uwagi na poniesione straty na sumę 1,5 mld hrywien. Reprezentanci Partii Regionów oskarżyli ją też o zdradę interesów narodowych na korzyść Rosji.

Przypomnijmy, że na początku 2009 roku między Rosją a Ukrainą wybuchła wojna gazowa. Na jego tle doszło do kolejnego konfliktu między prezydentem Juszczenką a Tymoszenko, oraz pojawił się problem co do zasad prawnych działalności firmy RosUkrEnergo. Strona rosyjska znalazła z Julią Tymoszenko wspólny język, wspólnymi siłami usunęła pośrednika w dostawach gazu przez Ukrainę. Podpisane wtedy porozumienie nie było jednoznacznie korzystne dla Ukrainy, jednak dziś Tymoszenko, nie bez racji, wyjaśnia, że na tamtą chwilę innego wyjścia po prostu nie było. Właśnie na tej wojnie gazowej skoncentrowała swoją uwagę prokuratura. 24 czerwca 2011 roku rozpoczął się proces w „sprawie gazowej 2009”.

Wspomniane procesy sądowe przekształciły się w farsę. Po pierwsze, minister spraw wewnętrznych siedzi w areszcie śledczym od ponad pół roku, podczas gdy w krajach europejskich w podobnych sprawach podejrzanych na ogół wypuszcza się po wpłaceniu kaucji. Po drugie, oskarżenia pod adresem Łucenki i Tymoszenko mają wpływają na opinię o nich przyszłych wyborców. Wystarczy uważniej przyjrzeć się postawie J. Tymoszenko na sali sądowej: demonstracyjne niewstawanie (na znak protestu), pewność siebie (wskazuje ona na nacisk ze strony prezydenta Janukowycza oraz jego otoczenia na sprawę). Oliwy do ognia dolewa wyprowadzony z równowagi sędzia Kyrejew. Generalnie można odnieść wrażenie, że odbywa się rozprawa polityczna z opozycjonistami. Im częściej wicepremier Borys Kołesnykow podkreśla, że w sprawie Łucenka nie ma żadnych politycznych motywów, im więcej Inna Bohosłowska krzyczy, że walkę z korupcją trzeba od kogoś zacząć, tym częściej pojawiają się wątpliwości odnośnie tych procesów, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę totalną uzależnienie ukraińskiego systemu sądowego od systemu politycznego.

Rozpoczynając grę „Łucenko-Tymoszenko” władza raczej nie przemyślała swoich kolejnych kroków. Ekipa Janukowycza stoi zatem przed pytaniem: jak te procesy zakończyć? Przecież na tle „walki z korupcją” podejrzanie wyglądają skandale, stopniowo wychodzące na światło dzienne, a związane z upublicznieniem majątków przez dzisiejszych możnowładców. Na przykład, w centrum uwagi opinii publicznej znalazł się teraz prezydent i jego rezydencja w Międzygórzu (ukr. Межигір’я). Czy prokuratura nie powinna, sądząc Łucenkę i Tymoszenko, przyjrzeć się budowie lądowisk dla helikoptera Janukowycza? Albo zapytać, dlaczego wartość wynajęcia helikoptera kosztuje 7,5 milionów dolarów rocznie (co odbywa się bez stosownego przetargu), a godzina w powietrzu 5200 dolarów? A co z wynajmowaniem samolotu klasy lux Falcon za 1 mln dolarów rocznie? Czy obecna władza stopniowo traci instynkt samozachowawczy?

Поділитися:

Категорії : Статті

Напишіть відгук

Ваша пошт@ не публікуватиметься. Обов’язкові поля позначені *

*
*