Igor Isajew

Przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi uważnie przeczytałem programy polskich partii w kwestii polityki zagranicznej. Dla ukraińskiego tygodnika „Diełowaja Stolica” napisałem tekst, w którym przypominam, że w przeciwieństwie do Czech czy Słowacji, Polska zawsze prowadziła aktywną politykę zagraniczną, która zajmowała ważne miejsce w hierarchii priorytetów kraju.

Jednak w obecnej kampanii, po raz pierwszy od wielu lat, polityka zagraniczna zniknęła w tle licytacji na programy socjalne.

Tak więc „Koalicja Obywatelska” w programie wyborczym oferuje powrót do tego, co było przed 2015 r .: przywrócenie pozycji Polski w UE i aktywną politykę na Wschodzie, przede wszystkim w Ukrainie. Na granicy ukraińskiej obiecuje się pobudować interkonektor gazowy.

I to wszystko. Na pozostałych 136 stronach programu KO nie wspomina o Ukrainie. W ogóle nie wymieniono imigrantów — tymczasem w niektórych miastach w Polsce liczba obywateli Ukrainy sięga 10% populacji.

Jeszcze gorzej z wizją spraw międzynarodowych ma polska „Lewica”: jedynym miejscem w ich programie, przynajmniej w jakiś sposób związanym z Ukrainą, jest obietnica zwiększenia liczby lekarzy o 50 tysięcy w ciągu najbliższych sześciu lat poprzez „uproszczenie zatrudniania w Polsce lekarzy z zagranicy” (chociaż sens i wykonalność tego celu słabo widzę).

„Konfederacja” w swoim lakonicznym stylu zapowiada podmiotową politykę zagraniczną.

PSL, tj. Koalicja Polska, zredukowała cele polityki zagranicznej do sprzedaży jabłek, obiecując zniesienie rosyjskiego embarga na produkty europejskie [chociaż formalnie nie mają na to żadnego wpływu, to Putin z Roskomnadzorem zarządzają importem jabłek]. „Ponownie otworzymy ten rynek” — obiecują,ponieważ „nie można importować rosyjskiego węgla do Polski” i jednocześnie nie sprzedawać polskich jabłek do Rosji.

W przeciwieństwie do konkurencji, partia rządząca poświęciła sprawom zagranicznym 20 stron programu. Niespodzianek nie ma: PiS oferuje kontynuację polityki międzynarodowej prowadzonej przez poprzednie gabinety, w dużej mierze wychwalając własną politykę zagraniczną z poprzednich 4 lat.

Ze stosunkowo nowego w programie PiS: partnerstwo strategiczne z Litwą („oba państwa zaczęły czerpać ze wspólnej historii imperatyw dla kształtowania teraźniejszości i projektowania przyszłości”) i… poprawa stosunków z Rosją („Polska jest gotowa do dialogu jako członek Unii i Sojuszu [NATO], prowadzący podmiotową politykęw Europie Środkowej i Wschodniej”).

Program PiS wprost zapowiada dominacji problemów historycznych w relacjach polsko-ukraińskich (i nie tylko): „Postulat prawdy odnosi się m.in. do naszych sąsiadów: Niemiec, Rosji i Ukrainy. Nie wolno prawdy przykrywać formułą ciągłego resetu i polityką zapominania, bo to oznacza deficytw dialogu o wspólnie przeżytej historii” — czytamy.

Świadczy to tylko o jednym: kto by z „partnerów” zagranicznych nie uruchomił resetu z Polską, Warszawa i tak znajdzie nowe tematy, które wywrócą agendę.

Czy Warszawa może dać Ukrainie coś więcej niż dyskusje o przeszłości? To wielkie pytanie. Lobbowanie europejskiej integracji Ukrainy wymaga współpracy z Brukselą, ale tutaj „suwerenna” Warszawa jest coraz bardziej „samodzielna”, i wyraźnie trzyma ma kurs na wzmocnienie własnej samotności.

Kijów nie powinien też liczyć na inicjatywę ze strony opozycji — nawet jeśli zajmie znaczące miejsce w parlamencie, nie może wyrwać się z 2015 r., a sytuacja w Ukrainie i wokół Ukrainy od tego czasu zmieniła się.

***

Streszczono na podstawie tekstu w tygodniku „Diełowaja Stolica” przez autora i za jego zgodą.

Поділитися:

Схожі статті

Коментарі

Напишіть відгук

Ваша пошт@ не публікуватиметься. Обов’язкові поля позначені *

*
*