Andrzej SzeptyckiARTYKUŁY, OŚWIADCZENIA2009-06-24

W zeszłym roku z zapartym tchem śledziliśmy negocjacje na temat przyznania Ukrainie Planu działań na rzecz członkostwa w NATO (MAP). Decyzja na ten temat nie zapadła, niemniej Rada Północnoatlantycka zadeklarowała, że Ukraina stanie się w przyszłości członkiem Sojuszu. W praktyce jest to jednak odległa perspektywa, do czego przyczyniają się niski poziom poparcia społecznego dla idei członkostwa w NATO, sprzeciw części państw członkowskich, przywiązujących duże znaczenie do dobrych relacji z Rosją, a także zmiana administracji w Stanach Zjednoczonych i rosnący sceptycyzm tego kraju co do Ukrainy.

Jak samo NATO ocenia w tym kontekście stan stosunków z Ukrainą? Przedstawiciele Sojuszu dalecy są od jednoznacznie negatywnych ocen, jakie słychać niekiedy w krajach zachodnich cztery lata po „pomarańczowej rewolucji”. Ich zdaniem na Ukrainie następują pozytywne przemiany w czterech ważnych obszarach, takich jak społeczeństwo obywatelskiego, sektor prywatny, aparat państwowy, system polityczny, siły specjalne i armia. Politycy – inaczej niż kiedyś – chętnie słuchają tego, co obywatele mają im do powiedzenia. Istnieje rzeczywista swoboda słowa. Kiedyś nawet pisanie o kryteriach członkostwa w NATO było uważane za „niepoprawne”; teraz to się zmieniło. Ukraińskie przedsiębiorstwa – do czasu kryzysu, należałoby dodać (A.S.) – rozwijają się i szykują się do wejścia do europejskie giełdy. Aparat państwowy jest mniej upolityczniony niż kilka lat temu: dziś wysoki urzędnik, kompetentny w swojej dziedzinie, może się przeciwstawić politycznemu nominatowi, którego ma za zwierzchnika. System polityczny jest niestabilny, ale wytworzył mechanizmy, które uniemożliwiają przekroczenie pewnych granic: dlatego w 2007 r. udało się osiągnąć kompromis głównych formacji politycznych bez uciekania się do rozwiązań siłowych. Zmieniają się siły specjalne – odchodzą ludzie związani z kręgami polityczno-biznesowymi w innych krajach WNP. Armia popiera wejście do NATO, w nim widzi przyszłość swoją i kraju; armia – podobnie jak aparat państwowy – jest przeciwna skrajnej polityzacji życia publicznego. Dlatego nie pójdzie na rozwiązania siłowe, nawet jeśli dążyłyby do nich główne siły polityczne.
Jednocześnie – mówią przedstawiciele NATO – są pewne problemy. Wśród nich należy wymienić przede wszystkim prawo wyborcze. Nie ma gwarancji, że podczas nadchodzących wyborów prezydenckich nie powtórzą się pewne problemy, z jakimi mieliśmy do czynienia w 2004 r. Kolejną słabością Ukrainy są sądy, silnie zależne od władzy politycznej. Należy też pamiętać o problemach regionalnych (różnice Wschód – Zachód, kwestia krymska) i o kwestii statusu języka rosyjskiego. Do tego dochodzą zagrożenia i negatywne bodźce z zewnątrz. Na Ukrainie ludzie mają coraz częściej poczucie, że pozostała ona poza burtą, że świat zachodni się nią nie interesuje. To poczucie może zaowocować radykalizacją postaw na Ukrainie; już dziś – po konflikcie w Gruzji – mówi się np. o zaletach posiadania broni jądrowej.
W tych warunkach konieczne jest aktywne zaangażowanie we współpracę z Ukrainą. NATO stara się to robić, choć w inny sposób niż np. w krajach Europy Środkowej, które już weszły do Sojuszu. W Polsce przykładowo, wizja członkostwa w NATO, a także w UE była motorem reform. Na Ukrainie tak nie jest – dlatego NATO powinno po prostu sprzyjać reformom, aby uczynić Ukrainę stabilniejszą, bardziej dostatnią. Sojusz powinien spróbować lepiej zrozumieć, jakie są potrzeby Ukrainy, jak można jej pomóc, czasem na bardzo konkretnym poziomie; np. jeśli mamy rozwiązać problem Floty Czarnomorskiej, musimy przekonać mieszkańców Sewastopola, że po jej wycofaniu z Krymu nie będzie im się gorzej żyło. W tej sytuacji kwestia członkostwa nie jest najważniejsza, to tylko pewien instrument mający sprzyjać przemianom na Ukrainie. Niestety prezydent Wiktor Juszczenko i inni zwolennicy członkostwa w NATO zdają się tego nie dostrzegać – dla nich najistotniejsze jest przekonanie społeczeństwa do poparcia akcesji do Sojuszu, a nie realne korzyści, jakie mogą się wiązać z tym procesem.
Te oceny mogą się wydawać zbyt optymistyczne. Choć są one formułowane nieoficjalnie, po części anonimowo, są one z pewnością po części wyrazem myślenia życzeniowego (wishful thinking) natowskich urzędników, którzy starają się dostrzegać pozytywne strony kraju, z jakim przyszło im współpracować – w tym przypadku Ukrainy. Jednocześnie te opinie przypominają nam, że ostatnie cztery lata nie były – jak chcą niektórzy – całkowitym fiaskiem, że Ukraina się zmienia, a gra o jej przyszłą rolę na obszarze euroatlantyckim wciąż się toczy.

Artykul w j. ukrainskim ukazal sie w nr 24/2009 „Naszego Słowa” (14.06.2009)„Наше слово” №24, 14 червня 2009 року

Поділитися:

Категорії : Статті

Напишіть відгук

Ваша пошт@ не публікуватиметься. Обов’язкові поля позначені *

*
*