Hanna WesełowskaARTYKUŁY, OŚWIADCZENIA2009-05-27

Stereotypy są rzeczą oczywiście szkodliwą, ale czasem nawet one się przydają. W każdym razie istniejące od dawna przeświadczenie o muzyczno-dramatycznej naturze ukraińskiego teatru narodowego pozwala współczesnej ukraińskiej scenie bez zbędnych oporów rozszerzać swe horyzonty repertuarowe i nie ograniczać się wyłącznie do przedstawień dramatycznych. W ciągu ostatnich dwóch-trzech lat teatry Ukrainy zostały dosłownie ogarnięte gorączką operetkomanii i musicalizacji. Intelektualne sztuki literackie, czy dramaty psychologiczne, które kiedyś stanowiły lwią część repertuaru, zrejterowały i uciekły do kameralnych sal.

Dla scen dużych priorytetami stały się spektakle widowiskowe i, przede wszystkim, muzyczne: operetki, musicale, rock-opery. W przypadku musicalu zawsze można skorzystać z orkiestr, chórów i grup baletowych, które przez długi czas były kamieniem u nogi dyrektorów regionalnych teatrów muzyczno-dramatycznych. W dodatku dyrektorzy ci często zdobywają się także na odwagę, by ponieść dodatkowe koszty i kupić sprzęt nagłaśniający.
Zmiana oblicza artystycznego teatru, która w gruncie rzeczy nie jest czymś zaskakującym, lecz stanowi jak gdyby powrót do dawnych teatralnych upodobań Ukraińców, w przypadku większości praktyków sceny wynikła nie tyle z rozważań konceptualnych, ile z próby przyciągnięcia do teatru szerokiego i niezbyt wymagającego widza. Jak pokazuje historia, żywiołowa aktualizacja repertuaru rządzi się swoimi prawami, a przedstawienia muzyczne, zwłaszcza operetki, zawsze były najbardziej kasowe.
Pisząc o scenie ukraińskiej, nie można nie wspomnieć operetkowych priorytetów teatru ukraińskich koryfeuszy drugiej połowy XIX i początku XX wieku, kiedy to najchętniej oglądane były ukraińskie komedie muzyczne Marka Kropywnyckiego „Zaloty sockiego Musija”, Mykoły Łysenki „Swaty w Honczariwce” z muzyką Kyryła Stecenki. Operetkę, jako uniwersalny gatunek teatralno-wykonawczy uprawiał także wybitny ukraiński reżyser Łeś Kurbas, dbając o ściągnięcie do ukraińskiego teatru jak największej liczby widzów. Jego inicjatywą było stworzenie w 1929 roku w ówczesnej stolicy Ukrainy Charkowie ukraińskiego teatru Komedii Muzycznej, którym kierował wychowanek Kurbasa, reżyser Ołeksandr Bałaban.
Jednak operetkowe upodobania Łesia Kurbasa i jego uczniów dość daleko odbiegały od ukraińskiej tradycji scenicznej. Berezilcy Łeś Kurbas, Ołeksandr Bałaban, Januaryj Bortnyk, Stepan Karhalski kierowali się przede wszystkim w stronę operetki wiedeńskiej i europejskiej rewii muzyczno-satyrycznej. Dlatego też zarówno charkowski, jak i później stworzony kijowski teatr komedii muzycznej, również kierowany przez ucznia Kurbasa reżysera Stepana Karhalskiego, zaczynały wyłącznie od klasyki. Johann Strauss, Franc Lehar, Jacques Offenbach byli autorami premierowymi na scenach teatrów ukraińskich, które nazywały się teatrami komedii muzycznej, by podkreślić swe oddanie temu nowemu gatunkowi radzieckiej sztuki, a nie burżuazyjnej operetce.
Narodowe tradycje teatru muzyczno-dramatycznego, próby opanowania opery wiedeńskiej, orientacja na europejską rewię i amerykański musical, a nawet obecność czysto radzieckiego rozrywkowego wynalazku – optymistycznej komedii muzycznej, sprawiły, że we współczesnym teatrze muzycznym Ukrainy pojawiła się mieszanka, jakiej jeszcze świat nie widział. Na scenach dwóch teatrów komedii muzycznej – charkowskiego i odeskiego oraz Kijowskiego Teatru Opery, jak go oficjalnie nazwano w 1966 r., współistnieją praktycznie wszystkie znane gatunki muzyczno-teatralne, łącznie z operą i baletem.
Na dzisiejszych afiszach Kijowskiej Operetki widnieją „Bajadera”, „Księżniczka Czardasza”, „Hrabina Marica”, „Fiołek z Montmartru”, „Księżna cyrkówka” Imre Kalmana, „Baron cygański”, „Zemsta nietoperza” Johanna Straussa, „Wesoła wdówka”, „Hrabia Luxemburg” Ferenca Lehara, klasyczny musical Fredericka Loewe „My Fair Lady”, a także kilka współczesnych ukraińskich musicali Ihora Pokłady, narodowa operetka Mykoły Łysenki „Majowa noc” radziecka komedia muzyczna Ołeksija Rabowa „Soroczyński jarmark”, a nawet opera kameralna Jana Sebastiana Bacha „Kantata o kawie”.
Nawet w tak pstrokatej liście tytułów i nazwisk można wyróżnić priorytety, którymi kieruje się dyrektor artystyczny stołecznego teatru Bohdan Strutyński. Rzecz jasna, faworyzuje on klasyczną operetkę, którą traktuje na współczesnej scenie ukraińskiej jako swoisty elitarny gatunek rozrywkowy, pewnego rodzaju teatralny glamour, gdzie wszystko jest piękna, powabne i trochę dramatyczne. Rzeczywiście, bijące z afiszy teatru hasło „Operetka Kijowska to krok do święta”, zaczyna się sprawdzać, gdy tylko widz przestąpi próg tego jednego z najstarszych kijowskich budynków teatralnych. Wyszukany wystrój wnętrz, ustawione w foyer stoliki do kawy, wyrafinowana szata graficzna programów i folderów, wprowadza gości w świąteczny nastrój.
Jednak prawdziwie Bohdan Strutyński wyraża się jako autor przedstawień, prezentując nie byle jaki kunszt reżyserski. Oczarowuje widowiskowością i wywołuje głębokie emocje. Przynajmniej takie było jego ostatnie przedstawienie „Księżna cyrkówka” Imre Kalmana, w którym magia cyrku nabrała prawie mistycznego, infernalnego charakteru. Zamiast biednego cyrkowego bractwa oraz kilku sztuczek i entrée, Strutyński przedstawia cyrk jako terytorium magiczne, gdzie wszystko powiązane jest z ryzykiem, gdzie jedna rzecz zamienia się w drugą i w końcu tworzy wielką iluzję. Jego człowiek w masce – pan X, w którego roli występuje Serhij Awdiejew, spada na scenę jakby z nieba, a potem jeszcze kilkukrotnie szokuje widzów jednoczesnym wykonywaniem arii operetkowych i prawdziwych sztuczek cyrkowych. W dalszej części spektaklu cyrk staje się bardzo skomplikowanym, zamaskowanym i zaszyfrowanym, ale powabnym sposobem życia, miejscem, gdzie można zachować własną twarz i gdzie także można ją stracić.
Mimo konceptualnego pogłębiania treści przedstawień, w finale inscenizacji Strutyńskiego zawsze panuje święto. Dlatego też musical „My Fairl Lady” – gdzie w ostry sposób poruszona zostaje aktualna dla Ukrainy kwestię języka, gdzie Eliza pozbywa się nie londyńskiego slangu, lecz miejscowego surżyka (surżyk – twór językowy, polegający na wymieszaniu języka ukraińskiego z rosyjskim, przyp. tłum.) i opanowuje literacki język ukraiński – Strutyński wypełnia prawdziwie musicalową swobodą, manierycznością gry i jazzowo-stepowymi masowymi tańcami ulicznych rozrabiaków.
Nie mniej urozmaicone są afisze Teatru Komedii Muzycznej w Charkowie i Odessie, choć klasyczne opery trafiają się tam rzadziej, a główna uwaga zwrócona jest w stronę musicali i oper rockowych. Prócz „Hrabiny Maricy” Kalmana, „Wesołej wdówki” Lehara, „Giroflé-Girofla” Charlesa Lecocqa, amerykańskiego musicalu „My Fair Lady” Loewea, „Kiss me, Kate!” Cole Portera, „Hello, Dolly!” Jerry’ego Hemana, w repertuarze odeskiego teatru znaleźć można musicale rosyjskie: „Wesele Kreczyńskiego” Aleksandra Kołkera, „Pułapkę na myszy” Aleksandra Żurbina oraz swego rodzaju wizytówkę zespołu – komedię muzyczną Izaaka Dunajewskiego „Biała akacja”.
W ostatnich latach odessanie zachwycali się operami rockowymi, którym sceniczną formę nadał petersburski baletmistrz Gieorgij Kowtun. Jego inscenizacje „Romeo i Julii” Jewhena Łapejki i „Ducha z Canterville” Aleksandra Iwanowa i Jurija Rubina przyciągnęły do Odeskiego Teatru Komedii Muzycznej młodzież, której upodobania i gust wymagają czegoś znacznie ostrzejszego i widowiskowego niż mydlane duety klasycznych operetek czy musicali.
Podobną drogę muzyczno-teatralnego „wszechogarniania” obrał także Charkowski Teatr Komedii Muzycznej. Wyjątkowe w jego praktyce artystycznej były próby wystawienia na własnej scenie muzyki angielskiego kompozytora, cieszącego się światową renomą Andrew Lloyda Webbera i popularnych w Związku Radzieckim oper rockowych Aleksandra Żubrina, Raimondsa Paulsa, Aleksieja Rubnikowa. W stosunku do operetki zachowywano się tu czasem nie najlepiej, bo obok klasycznej inscenizacji „Księżnej cyrkówki” Imre Kalmana wystawiano na przykład takie sobie masowe muzyczne pot-pourri z najbardziej znanych utworów Johanna Straussa pod tytułem „Walc miłości”.
Charakterystyczna dla ukraińskich teatrów komedii muzycznej i Kijowskiej Opery tendencja do urozmaicania i poszerzania repertuaru albo poprzez wystawianie małych oper komicznych, albo wręcz przeciwnie – poprzez zastępowanie klasyki nowoczesnymi gatunkami, wyróżnia się na tle ogólnej operetkomanii i musicalizacji zespołów dramatycznych i muzyczno-dramatycznych. Kilka musicali, w których śpiewają wyłącznie aktorzy dramatyczni, ciągle znajduje się w repertuarze Teatru Narodowego im. Iwana Franki. A w zespole „Chostikojew i Beniuk” reanimowano legendarny szlagier z lat osiemdziesiątych – rock-operę Henadija Tatarczenki „Biały kruk”. Zresztą nie tak dawno zespół ten prezentował także pastisz ukraińskiej klasycznej opery „Zadunajec za porohem” według Semena Hułaka-Artemowskiego (oryginalna nazwa opery Hułaka-Artemowskiego brzmi „Zaporożec za Dunajem” – przypis tłum.)
„Eneida” wystawiona jako muzyczna komedia-burleska przez Doniecki Ukraiński Teatr Muzyczno-Dramatyczny zdobyła swego czasu Nagrodę im. Tarasa Szewczenki, a jako rock-opera Serhija Bedusenki w Krymskim Ukraińskim Teatrze Muzycznym była przebojem kilku sezonów. Klasyczne musicale „My Fail Lady” i „Hello, Dolly!” były wystawiane na scenach Wołyńskiego Teatru Muzyczno-Dramatycznego i Chersońskiego Teatru Muzyczno-Dramatycznego, a takie przedstawienia muzyczne jak „Hucułka Ksenia” czy „Swaty w Honczariwce” są śpiewane i tańczone zarówno na zachodniej, jak i na wschodniej Ukrainie. Może właśnie dlatego współczesna ukraińska sztuka sceniczna układa się w obraz teatru wesołego, rozrywkowego, teatru szczodrych uśmiechów, dowcipów, teatru emocjonalnego i uczuciowego.
Jednak operetka w całej tej wielogatunkowej rozmaitości czuje się jakoś dziwnie i nie zawsze komfortowo, jakby służyła tylko do banalnego zwabiania widzów wesołym przedstawieniem muzycznym pod znanym tytułem. Bardzo różne pod względem swego artystyczno-muzycznego potencjału zespoły na wszelki wypadek mają w swym repertuarze przynajmniej jedną operetkę: w Mikołajowskim Ukraińskim Teatrze Dramatu i Komedii Muzycznej wystawiana jest „Księżna cyrkówka” Kalmana, „Zemstę nietoperza” Straussa tubalnymi, operowymi głosami wyśpiewują w Donieckim Teatrze Opery i Baletu, a „Księżniczkę czardasza” odważyli się zagrać aktorzy jednego z najbardziej znanych dramatycznych teatrów kraju – Narodowego Teatru im. Marii Zańkowieckiej we Lwowie.
Operetka – arcytrudny, syntetyczny gatunek teatralny – na scenach ukraińskich teatrów niczym kapryśna panienka cały czas plącze ślady: a to Strauss, Lehar, Kalman, rzadko Offenbach. Ale poza tymi znanymi nazwiskami faktycznie nie widać żadnego innego. Natomiast pojawia się jakieś muzyczno-dramatyczne, śpiewająco-tańcujące coś, niby podobne do teatru operetkowego.

Tłum. Anna Korzeniowska-Bihun

Tekst w języku ukraińskim ukazał się w nr 8/2008 „Naszego Słowa”

Поділитися:

Категорії : Статті

Напишіть відгук

Ваша пошт@ не публікуватиметься. Обов’язкові поля позначені *

*
*