Pawel WolowskiARTYKUŁY, OŚWIADCZENIA2012-02-15

Czy komiks jest odpowiednią formą żeby opowiedzieć o Hołodomorze? Co wyniknie z tego, gdy znany ilustrator włoskiej komiksowej awangardy zechce, po dwuletnim pobycie na Ukrainie, przekazać zachodniemu odbiorcy swoje doświadczenie ze spotkania ze świadkami Hołodomoru, wplecione w impresje z dzisiejszej Ukrainy? Przystępując do lektury tej dziwnej książki miałem duże wątpliwości co do szans powodzenia takiego eksperymentu. Po lekturze – mam ich może nawet więcej. Zarazem jednak sądzę, że próba podjęta przez Igorta (pseudonim literacki Igora Tuveri) jest godna uwagi.
Wydane w 2010 po włosku i po francusku „Zapiski ukraińskie. Pamiętniki z czasów ZSRR” (Les cahiers ukrainiens. Memoires du temps de l’URSS) to pierwsza tego typu próba komiksu – reportażu, podjęta przez znanego ilustratora i autora komiksów Igora Tuveri – Włocha z Sardynii, tworzącego od dziesięciu lat w Paryżu. Sam autor określa ją jako książkę – świadectwo i owoc dwuletniej podróży po Ukrainie (2008-2009). „Nienawidzę pozy. Żeby móc opowiadać, trzeba żyć. Dużo podróżuję i podczas jednej z podróży poczułem się jakby… przetrącony. Stanąłem wobec rzeczywistości brutalnej i tragicznej” – stwierdza w jednym z wywiadów. Ta tragiczna rzeczywistość, skrywana przez tych, którzy przeżyli z pewnego rodzaju wstydem, to według Tuveriego Hołodomor, który określa on jednoznacznie jako zbrodnię ludobójstwa kierownictwa sowieckiego na narodzie ukraińskim.
Posługując się metodą swoistej podwójnej narracji, Tuveri oddaje głos pięciorgu bohaterom – Ukrainkom i Ukraińcom w podeszłym wieku, którzy w dzieciństwie stali się świadkami i ofiarami Hołodomoru. Ich indywidualne historie zostały ukazane na tle losów zbiorowości, dzięki przetłumaczonym i zilustrowanym przez autora dokumentom archiwalnym zawierającym np. raport szefa OGPU Ukraińskiej SRR do Dyrekcji OGPU, będący urzędową relację na temat ofiar śmierci głodowej wśród dzieci i przypadków kanibalizmu.
Zarazem te historie ludzkie to najczęściej spowiedź z całego życia – egzystencji trudu, beznadziei, straconych szans, odrzucenia. Jak choćby życie Nikołaja Wasiliewicza, weterynarza z kołchozu, wyklętego przez żonę i dzieci, wyrzuconego, gdy był śmiertelnie chory, przez lokatora z własnego domu, tracącego pod koniec życia, po kilku zaledwie miesiącach znajomości, jedynego przyjaciela.
Komiks to oczywiście obraz, który mówi równolegle z tekstem, czasem również samodzielnie. Ilustracje Igorta są szczególne i zapadają w pamięć. Ekspresyjne, lecz nie epatujące emocją. Operują skrótem i symbolem. Ciemna tonacja i ograniczona paleta barw z dominantą szarości, brązu i sepii, zostaje zredukowana do czerni i bieli, gdy podejmuje się opisu najbardziej drastycznych scen Hołodomoru.
Zapiski ukraińskie można odczytać jako próbę zapisu doświadczenia egzystencjalnego. Z jednej strony – świadków Hołodomoru, z drugiej – samego autora, którego dzieło jest też efektem szoku, doznanego przez włoskiego inteligenta – artystę w zetknięciu z rzeczywistością dzisiejszej Ukrainy i z pozostałościami jej sowieckiej przeszłości. Oprócz świadectw dotyczących Hołodomoru, książka zawiera też krótsze fragmenty odautorskiej narracji mające zapewne, w rozumieniu Tuveriego, stanowić klucz do współczesnej Ukrainy.
W tym drugim wymiarze, jednostronność opisu bywa niekiedy drażniąca. Odnosi się bowiem wrażenie, jakby dzisiejsza Ukraina była tylko i wyłącznie krajem ludzi biednych i zdeptanych przez los, wykorzystywanych przez mafię, nie mogących się wyrwać z zaklętego kręgu sowieckiej przeszłości. Krajem skażonego powietrza, zanieczyszczonej wody (przytaczane bezkrytycznie relacje typu „jedna pani drugiej pani”, iż pewna młoda kobieta straciła włosy po tym, jak zmokła na deszczu w okolicach elektrowni atomowej) cieknących kranów i myszy przechadzających się niespiesznie po rurze tlenowej w szpitalnej sali intensywnej terapii (jedna z ilustracji).
Niektóre fakty dotyczące Hołodomoru podawane przez autora budzą wątpliwości, np. liczba zamożnych chłopów ukraińskich – 5,6 mln w 1928 roku, która na skutek Hołodomoru miałaby zmaleć w 1934 do 149 tysięcy. Zarazem trudno jednak wymagać od komiksu standardów pracy historycznej.
Ważne wydaje się pytanie o potencjalnych czytelników książki. Bardzo dobre pod względem edytorskim, chciałoby się powiedzieć bibliofilskie wydanie francuskie, rozprowadzane jest przez sklepy jednej z największych sieci księgarskich FNAC po cenie 22 euro. Biorąc pod uwagę miejsce komiksu w kulturze francuskiej, belgijskiej czy włoskiej można sądzić, że po książkę Igorta sięgną dorośli czytelnicy bądź znający autora z jego poprzednich, cieszących się sukcesem publikacji (np. „5 to liczba doskonała” – wydana również po polsku historia mafiosa na emeryturze) bądź zainteresowani problematyką wschodnią. Tym sposobem może się ona przyczynić do szerzenia wiedzy o Hołodomorze w krajach frankofońskich i we Włoszech. Trudno się jednak spodziewać, by zasięg oddziaływania tej jednak dość niszowej pozycji był bardzo duży.
Igort, Les cahiers ukrainiens. Memoires du temps de l’URSS, wyd. Futuropolis, 2010

Поділитися:

Категорії : Статті

Напишіть відгук

Ваша пошт@ не публікуватиметься. Обов’язкові поля позначені *

*
*