„Festiwalu nie będzie!!! Zrobimy wszystko, by się nie odbył”

Anna DrozdARTYKUŁY, OŚWIADCZENIA2011-09-09

Festiwale kultury ukraińskiej w Przemyślu: lata 1995 i 1997

Przemyśl to miasto pogranicza kultur i narodów. Od dawna było wielobarwne, przepełnione rozmaitymi akcentami i nutami, charakterystycznymi dla multikulturowej spuścizny, z bogatym doświadczeniem historycznym oraz bagażem otwartości i antagonizmu.

O braku dystansu i zrozumienia, a także zażartości pewnej grupy mieszkańców Przemyśla społeczność ukraińska miała możliwość przekonać się nie raz, ale najbardziej spektakularne i dokuczliwe było to w połowie lat 90., a konkretnie z okazji zorganizowania Festiwalu Kultury Ukraińskiej w latach 1995 i 1997 w Przemyślu.

Ówczesny prezydent Przemyśla Tadeusz Sawicki starania organizatorów komentował tak: „Po zapoznaniu się z opinią publiczną „kulturalnych” środowisk Przemyśla podchodzimy (jako organ samorządowy) do organizacji festiwalu z umiarkowanym optymizmem” („Rzeczpospolita” z 14.06.1995 r.).
Olha Hryńkiw była wtedy dziennikarką „Pogranicza” i tak wspomina ówczesne reakcje: „Związek Ukraińców w Polsce zdecydował, by przenieść Festiwal Kultury Ukraińskiej z Sopotu do Przemyśla. Obrońcy polskości zaczęli protestować. „Pogrobowcy OUN-UPA” – pisano o organizatorach na antyfestiwalowych agitkach. Doszło aż do takiego absurdu, że za brak zdecydowanego sprzeciwu wobec festiwalu na murach rozwieszono plakaty z nazwiskami wojewody i prezydenta miasta z napisami „kryptoukraińcy”. I wtedy, chociaż przez dłuższy czas stałam na uboczu, na pozycji bezstronnego obserwatora, samowolnie zlikwidowałam blokadę. Następnego dnia pojawiły się kontrplakaty: „Pszczółka Maja to kryptoukrainka”, „Bolek i Lolek to agenci OUN-UPA”. Pomysł był dobry – rozładować sytuację śmiechem, pokazać protestującym ich niepoważność. Ostatecznie, z dużym zgrzytem, festiwal mimo wszystko się odbył. Kilka miesięcy później za zasługi miejskich władz w dbaniu o różnorodność kulturową Przemyśl otrzymał flagę Rady Europy. Flaga wisi na ratuszu do dnia dzisiejszego…”.
Od 1991 roku (który był przełomowy także dla Ukrainy) do 1998 w Przemyślu ukazywał się tygodnik „Pogranicze”, którego redaktorem był Marek Cynkar – ideowiec otwarty na ludzi i otaczającą rzeczywistość. Wspominając czas festiwali w Przemyślu mówi on o Festiwalu Kultury Ukraińskiej jak o ogromnym wydarzeniu, niezwykle wówczas wszystkim potrzebnym. Dla każdej ze stron – zarówno dla tych, którzy się okopali, jak i dla tych, którzy robili wszystko co było możliwe, by festiwal się odbył. „To był dla mnie sygnał, że państwo ukraińskie się odrodziło, a sam festiwal pozwolił rozpocząć dyskusję o uporządkowaniu pewnych spraw w naszym regionie, spraw, które dotyczą stosunków polsko-ukraińskich. I wówczas, i teraz zadaję sobie pytanie: komu zależało na tym, by dyskurs polityczny, poruszający sprawy historii, skierować w stronę swoistej histerii, ktoś celowo podburzał emocje pomiędzy Polakami, a Ukraińcami. Uważam, że te dwa festiwale powinny stać się podstawą do budowania dialogu między sąsiednimi narodami i pozwolić rozwijać się wielokulturowości, zniszczonej przez poprzednie ustroje polityczne. Wybuch histerii samorządowców przyczynił się do utraty ważnego we wzajemnych stosunkach czasu na współpracę, a skupiła się na aspekcie historycznym, sprowadzając stosunki tylko i wyłącznie do polityki pamięci. Bojkot festiwalu organizowały przemyskie środowiska kresowe i elita, na co nałożył się konflikt w strukturach Kościoła Katolickiego pomiędzy obrzędem łacińskim a grekokatolickim. Jako redaktor świadomie, wraz z przemyskimi i lwowskimi dziennikarzami, próbowałem wyśmiewać postawy i działania grup, które bojkotowały festiwal, zajmując się swoistym politykierstwem, naruszając niektóre zasady sztuki dziennikarskiej”.
Wspominając wydarzenia z lat 1995 i 1997, Arkadiusz Giza – członek przemyskiego oddziału ZUP, mówi o swoich wrażeniach i odczuciach: „Festiwal Kultury Ukraińskiej w Przemyślu był dla mnie czymś nowym, jeśli chodzi o atmosferę i okoliczności, z którymi musieli się zmagać organizatorzy. Uczestniczyłem w organizowanych w latach 80. festiwalach w Sopocie i spodziewałem się, że w Przemyślu będą odbywać się w takich samych sprzyjających warunkach. Jednak to, co towarzyszyło przemyskim festiwalom w latach 1995 i 1997 – ówczesna atmosfera i wrogie nastawienie – były dla mnie absolutnym zaskoczeniem. Presja, którą odczuwałem, była ogromna, do tego brak swobody i epitety, które regularnie ktoś wypisywał na murach, typu „Ukraińcy do gazu”, albo demonstracyjne plucie na przechodniów mówiących w języku ukraińskim, znacznie pomniejszały podniosłą atmosferę i radość nas, widzów. Niewątpliwie atmosfera z ulicy przenosiła się do sal koncertowych festiwali. Odczuwało się brak swobody, otwartości, obawę o własne bezpieczeństwo i brak spontanicznej reakcji widzów, co wynikało z ogromnej presji przeciwników organizacji festiwalu”.
Bojkot festiwalu w 1995 roku był znaczny, presja na miejscową społeczność ukraińską przyjmowała różne formy. W całym mieście w istotnych miejscach widniały napisy obrażające uczucia narodowe lub religijne. W szkole nr 17 podczas zakończenia roku szkolnego 23 czerwca dzieci i młodzież miały jako scenografię antyukraińskie hasła na budynku szkolnym, typu „Ukraińcy precz z Przemyśla”, Tryzub powieszony na szubienicy…
Ktoś stale zrywał plakaty z programem festiwalu, podpalono drzwi do sekretariatu festiwalowego biura, do akademika, w którym nocowały zespoły, wrzucono koktajle Mołotowa, prawie podpalono autobus zespołu tanecznego.
Na łamach miejscowej prasy pojawiło się wiele artykułów o kontrowersjach wokół Festiwalu Kultury Ukraińskiej. W „Życiu Przemyskim” z 25.06.1997 r. prof. Zbigniew Brzeziński wypowiedział niezwykle znamienne i ostre słowa pod adresem przemyskich władz: „Uważam, że najważniejszą sprawą jest Ukraina i umocnienie jej niepodległości. Ma to takie samo znaczenie, jak wstąpienie Polski do NATO, ponieważ likwiduje geopolityczne zagrożenie (…) W tym kontekście ostatnie decyzje w Przemyślu w sprawie sporu wokół Festiwalu Kultury Ukraińskiej to SKANDAL! A nawet gorzej – to przykład wyjątkowej politycznej głupoty. Mówię to ja – honorowy obywatel Przemyśla – z poczuciem ogromnego rozczarowania…”
Prezes Południowo-Wschodniego Instytutu Naukowego Stanisław Stępień w artykule „Więcej milczeć nie można”, wydrukowanym w „Życiu Przemyskim” w odpowiedzi na stanowisko miejscowego samorządu, pisał: „Nieukarane publicznie zło przyczyniło się do tego, że grupa nazywająca się „patriotyczną”, niemal sterroryzowała 70-tysięczne miasto, uzurpując sobie prawo przemawiania w imieniu całego społeczeństwa, wymuszając na organach państwowych stanowisko, które wspiera tzw. „prawdziwych Polaków”.
Jubileuszowy XV Festiwal Kultury Ukraińskiej w Przemyślu, który był dla Ukraińców świętem ich kultury i istotnym elementem upamiętnienia 50-tej rocznicy akcji „Wisła”, dla miasta był egzaminem z rozwagi i mądrości politycznej. Jaki był wynik tego egzaminu – dobrze wiemy…

Artykuł w j. ukraińskim ukazał się w nr 24 „Naszego Słowa” (12.06.2011);
„Наше слово” №24, 12 червня 2011 року

Поділитися:

Категорії : Статті

Напишіть відгук

Ваша пошт@ не публікуватиметься. Обов’язкові поля позначені *

*
*