„Chwała Bogu, nikomu nie byliśmy potrzebni”

Ołeksandra ŁućARTYKUŁY, OŚWIADCZENIA2009-05-26

Mówią, że wychowała ich niepotrzebność.
Ich czasy – to czasy, gdy brak oficjalnej akceptacji był zaszczytem, gdy artysta pragnął, by doceniała go niewielka grupa ludzi. Sztuka w czasach radzieckich nie była zajęciem samowystarczalnym, nie można było się z niej utrzymać, więc stała się potrzebą samą dla siebie.
Charków połowy lat 60. i 70., jak zresztą większość radzieckich miast, trafił na falę romantycznego uniesienia, które obudziło w ludziach potrzebę indywidualnego wyrażania się. Do tej pory była ona znacznie ograniczana, a kolektywne „my” królowało nad osobistym „ja”. W zbiurokratyzowanym radzieckim społeczeństwie nie istniały żadne realne możliwości do przejawiania owego „ja”.

Zresztą niedługo później nieprzeliczone „my” znów stało się dominantem społecznym i większość artystów mogła się realizować wyłącznie w przestrzeni osobistej.
Wystaw oczywiście nie było, pozostawały więc kluby fotograficzne.
W Charkowskim Klubie Fotograficznym zebrała się grupa, która dała początek Charkowskiej Szkole Fotografii i w ogóle ukraińskiej fotografii artystycznej. Borys Mychajłow, Ołeh Malowanyj, Jewhen Pawłow to byli pierwsi wyraziści „wychowankowie” tej szkoły. Stworzyli oni grupę artystyczną „Wremia”.

Luryki
Właśnie w tamtym czasie pojawiło się wyjątkowe zjawisko w fotografii – tak zwane „luryki”. Pierwotnie lurykami nazywano ludzi, którzy nie mieli niczego wspólnego z fotografowaniem, a jedynie jeździli po wsiach i miasteczkach i skupowali stare fotografie z rodzinnych albumów. Był to popularny sposób zarabiania pieniędzy. Później te czarno-białe fotografie lurycy sprzedawali charkowskim fotografikom. A oni już obrabiali je na swój sposób, najczęściej malując farbami. Najciekawsze fotografie-luryki należą do Borysa Mychajłowa, najbardziej utytułowanego na świecie fotografa, pochodzącego z ZSRR. Złożyły się one na kilka autorskich albumów. Mychajłow mówi, że jego zawsze interesowało wykorzystywanie fotografii, jako medium, jako obrazu, w którym zawarta jest informacja. Ale oczywiście zależało mu także na tym, by fotografia była bardziej malarska. Jednak, by mogła konkurować z obrazem, zdaniem Mychajłowa, musiałaby być taka, by ją można było łatwo powiesić na ścianie. W ten sposób luryki sprawiły, że ze zdjęć zaczęły powstawać obrazy.
Twórczość Mychajłowa to cała epoka, osobna karta w historii sztuki. Z radzieckiego undergroundu trafił on na wyżyny światowego artu i stał się żywym klasykiem. Od 1997 roku mieszka w Berlinie, ale bywa także w rodzinnym Charkowie i w Moskwie. Czterdziestoletnia obserwacja świata przez obiektyw aparatu zaowocowała wieloma zagranicznymi wystawami i prestiżowymi nagrodami, w tym także fotograficznym „Noblem”. Michajłow od wielu lat zaskakuje nowym słowem w fotografii, nowatorskim traktowaniem tematu i treści. Pierwszym takim oryginalnym i wyrazistym projektem (poza „lurykami”, które nie są powszechnie znane) stał się album fotografii „Niedokończona dysertacja” (1985). Były to próbne odbitki (najczęściej wyrzucane przez fotografików) opatrzone tekstem, który z jednej strony opisywał zdjęcie, z drugiej jednak stanowił oddzielny, równoważny materiał artystyczny. Album ten został zaliczony do dziesięciu najlepszych książek fotograficznych świata.

„Ja – nie ja”
Mychajłow zaczynał swą przygodę z fotografią od zdjęć rodzinnych. One były początkiem jego eksperymentów. Obrabiał je, nakładał jedne na drugie… Najlepszym określeniem na jego artystyczne poczynania jest słowo „gra”. Sam mistrz, który niedawno skończył siedemdziesiąt lat, do tej pory traktuje swą twórczość jak ciekawą zabawę. Był on jednym z pierwszych ukraińskich fotografików, którzy pokazali kobiecy akt. Wcześniej na Ukrainie praktycznie nie istniała taka tradycja. Przyszła ona z Litwy. Na początku Mychajłow fotografował ludzi z najbliższego otoczenia, w tym własną siostrę. Ale w pewnym momencie zrozumiał, że nie do końca uczciwe jest fotografowanie innych ludzi – nagich, nieucharakteryzowanych – i zaczął fotografować sam siebie. Zdjęcia te weszły do serii „Ja – nie ja”. Autor uważał bowiem, że inni powierzą mu własną nagość dopiero wtedy, gdy on sam przestanie bać się swojej. Tak zaczęła się prowokacja Mychajłowa. Tak narodził się ten epatage, dzięki któremu fotografik osiągnął światową sławę. W latach 1997-1999 ostatecznie umocnił swą pozycję serią „Historia choroby”. Były to zdjęcia charkowskich bezdomnych, przedstawionych w zupełnie nowy, bezpośredni sposób. W jednym z wywiadów fotograf stwierdził: „Strach oznacza, że znalazłem coś bardzo ważnego”. W żadnej innej serii ów strach Mychajłowa nie był tak oczywisty. Tak blisko społecznego dna jeszcze nikt nigdy nie doszedł. Oglądanie gołych meneli było nie tyle przerażające, co wywoływało jakiś ukryty wstyd. W dodatku sama nagość nie była wtedy jeszcze tak wywrócona na zewnątrz. Dziś trudno wymienić wszystkie projekty Borysa Mychajłowa. Był i jest on nieoficjalnym przywódcą Charkowskiej Szkoły i można śmiało stwierdzić, że wszyscy charkowscy fotograficy to jego wychowankowie.

„Hosprom”
W latach 80. w Charkowie powstała także grupa „Hosprom”, w skład której weszli młodsi fotograficy: Mychajło Pedan, Wołpodymyr Starko, Serhij Bratkow. Charków w tym czasie niczym nie odróżniał się od większości dużych ukraińskich miast. Kwitł radziecki realizm, także w sztuce wizualnej. Portrety przedstawicieli klasy robotniczej – oddanych pracowników fabryk, dojarek, a także uśmiechniętych dziadków i dzieci, którzy sadzą drzewa i budują karmiki, były typowymi tematami radzieckich obrazków. Jakiekolwiek odejście od nich traktowane było jako samowolne łamanie kanonu i surowo karane. Mychajło Pedan na wpół żartem podsumowuje genezę i funkcjonowanie grupy: „To wszystko z nieróbstwa. Chwała Bogu, nikomu nie byliśmy potrzebni.”
Fotograficy spotykali się zazwyczaj w kawiarni „Na Harszyna” i w „Skwozniaku”, albo po drodze z jednej kawiarni do drugiej. Na nieróbstwo raczej nikt z nich nie cierpiał, bo większość pracowała przeważnie jako inżynierowie. Omawiali swoje prace, omawiali nowe trendy światowe, spoglądając przeważnie w stronę Litwy, trochę mniej – Estonii. To były główne kierunki, choć jakieś zainteresowanie zachodnią fotografią także istniało. Pewną możliwość zaznajomienia się z nią dawało czasopismo „Czeskie foto”, które jednak trafiało na Ukrainę także przez Litwę. Sprzeczali się przeważnie na temat plagiatów. Kto kogo naśladuje i czy można wnieść coś nowego do fotografii. W dyskusjach tych byli bezwzględni, ale także pozbawieni patosu i pełni ironicznej samokrytyki. Zresztą ta ironia, zdaniem Mychajła Pedana, była podstawową rzeczą, która ich łączyła. Dzięki niej podchodzili do życia z pewnym dystansem, eksperymentowali, prowadzili swoistą grę. Lekkość, z którą traktowali własną sztukę pozwalała właśnie na nowatorstwo.
Każdy z charkowskich artystów wniósł swój wkład w rozwój fotografii. Dziś każdy z nich to cały, oddzielny nurt fotografiki. Mychajło Pedan jest kierownikiem artystycznym w Sztokholmskiej Szkole Fotografii. Od 1990 roku mieszka w Szwecji. Brał udział w licznych wystawach w Europie i USA. Na pytanie, czy można poprzez twórczość wyrażać uczucia jednego środowiska (w tym przypadku Charkowa), przebywając w innym, Pedan odpowiada, że zmiana kraju niczego istotnie nie zmieniła, że każdy z nich opuścił Ukrainę, wywożąc z niej swój własny świat.

Następcy?
Dziś mogą bez większych przeszkód wystawiać się na Ukrainie. Problem polega jedynie na tym, że nie funkcjonują tam przejrzyste prawa rynku, a sztuka w ostatnim czasie stała się coraz bardziej skomercjalizowana i po prostu musi się sprzedawać. Prócz tego na Ukrainie praktycznie nie istnieją szkoły i centra fotograficzne. Mychajło Pedan znalazł jednak sposób, jak uczestniczyć w tamtejszym artystycznym życiu. Założył wirtualną szkołę fotograficzną, Dzięki niej ma swych wychowanków w całym kraju. Dzieli się z nimi doświadczeniem, organizuje konkursy. W lutym ubiegłego roku Instytut Szwedzki wraz ze Sztokholmską Szkołą Fotografii zorganizował konkurs, w którym nagrodą było stypendium i możliwość nauki w tejże szkole. Młodych fotografów szukano po ukraińskich fotograficznych stronach internetowych. Zadanie polegało na tym, że uczestnicy konkursu nie mogli przez dziesięć dni wychodzić z mieszkania i musieli codziennie wystawiać jedną fotografię, zrobioną w domu. Zainteresowanych było sporo, choć na początku większość z nich nastawiona była do pomysłu z dystansem. Organizatorzy także nic nie wspominali o nagrodzie i wszyscy myśleli, że ma być nią po prostu album fotografii. Zwyciężył Jurij – fotograf ze Lwowa i dziś uczy się w sztokholmskiej szkole.
Na pytanie, czy Charkowska Szkoła Fotografii ma młodych następców, Mychajło Pedan odpowiada – raczej nie. Na Ukrainie są ciekawi młodzi fotograficy, ale pracują oddzielnie. Jest to swoisty znak czasu, kiedy „bycie w grupie” przestało już być potrzebne. Poza tym w Charkowie ze „starej kompanii” prawie nikt nie został (z wyjątkiem Malowanego). Fotograficy wyjechali pod koniec lat 80. Mychajłow obecnie mieszka w Berlinie, Bratkow w Moskiwe, Pedan w Sztokholmie. Ostatni raz widzieli się na obchodach 70-lecia urodzin Borysa Mychajłowa, na cześć którego zorganizowano wystawy w Charkowie, Moskwie i Kijowie. Jak zwykle odbiegły one od wszelkich standardów. Prezentacją twórczości Mychajłowa znów zainteresowała się niewielka grupa ludzi. Mychajło Pedan śmieje się: „Było dokładnie tak, jak dawniej! Zrozumieliśmy, że dalej nie jesteśmy nikomu potrzebni, ale także zobaczyliśmy to, co ta niepotrzebność z nas zrobiła. Nie ma niczego lepszego dla rozwoju sztuki niż tabu i pewne ograniczenia.”

Tłumaczenie Anna Korzeniowska-Bihun

Tekst w języku ukraińskim ukazał się w tygodniku „Nasze Słowo” №5/2009 {moscomment}

Поділитися:

Категорії : Статті

Напишіть відгук

Ваша пошт@ не публікуватиметься. Обов’язкові поля позначені *

*
*