Akcja «Wisła» – doświadczenie zbiorowej traumy

Władysława Łuczka-BakułaARTYKUŁY, OŚWIADCZENIA2008-09-01

W dotychczasowych podsumowaniach na temat akcji „Wisła” wciąż odczuwa się pewien niedosyt, jak gdyby te najważniejsze konstatacje były jeszcze przed nami. Chciałoby się rzec: „wszak wobec takiego ogromu nieszczęść, jeszcze nie wszystko zostało powiedziane”. Kolejna rocznica akcji „Wisła”, jaka mija w tym roku, jest zatem okazją do dalszej dyskusji i zarazem refleksji nad jej rozległymi skutkami poniesionymi przez społeczność ukraińską w Polsce po drugiej wojnie światowej. Skutkami, które wciąż porażają swoimi rozmiarami i złożonym, socjo-psychologicznym charakterem. Od jakiegoś czasu jesteśmy tego jeszcze bardziej świadomi.

Myślę tu przede wszystkim o wnioskach płynących z powszechnego spisu ludności i samoskazanych na nieistnienie Ukraińcach, a także o statystyce Związku Ukraińców w Polsce i systematycznym niestety spadku aktywności w życiu społeczno-kulturalnym. Nieodparcie odnosi się wrażenie, że obecność Ukraińców nie znaczy w Polsce już wiele, wszakże jest jej coraz mniej i mniej.

Pierwsze pytanie, na jakie się musimy sobie odpowiedzi, to problem Ukraińców nieobecnych w spisie ludności i jego związku z akcją „Wisła”. Niewątpliwie rzuca to nowe światło na jej rozległy i czy nie najważniejszy kontekst socjo-psychologiczny, który pozwala dostrzec niezwykłą złożoność sytuacji, w jakiej znaleźli się Ukraińcy w nowym miejscu zamieszkania i otoczeniu społeczny po przełomowym wydarzeniu 47 roku. Chociaż wszyscy przywieźli z sobą własną historię, silnie związaną z tradycją kulturową i religijną, osobiste wspomnienia „tamtego”, utraconego miejsca, ów dom, do którego nie ma powrotu, to jednak wystarczyło 60 lat, aby tylko nieliczni przyznawali się do własnej tożsamości narodowej.

Z perspektywy czasu spróbujmy jeszcze raz rozumieć deportacyjne wydarzenia i ich traumatyczny charakter skutkujące ostatecznym odrzuceniem własnej tożsamości narodowej przez znaczną część czy może nawet większość przesiedlonych Ukraińców. Świadczą o tym dane powszechnego spisu ludności z 2002 roku, z których wynika, że Ukraińców jest w Polsce 31 tysięcy (0,08% populacji obywateli). Można szukać wytłumaczenia dla tej statystyki w błędach i uchybieniach rachmistrzów przeprowadzających spis ludności, ale mimo wszystko trzeba postawić sobie pytanie, dlaczego skala nieobecnych w tym spisie Ukraińców jest tak duża? Jakie są tego przyczyny i co to oznacza na przyszłość?

Po pierwsze, przyczyna tkwi w samych założeniach i celach akcji „Wisła”, która zmierzała do przymusowej asymilacji ukraińskiej społeczności. Długofalowym i najbardziej groźnym skutkiem traumatycznego doświadczenia akcji „Wisła” okazał się więc kryzys tożsamości narodowej Ukraińców. Czy można było przypuszczać, że będzie on aż tak duży i tak bolesny. Myślę, że pomimo ogromnej determinacji w pielęgnowaniu tożsamości narodowej i utrzymywaniu silnego związku z tradycją kulturową i religijną, musieliśmy być świadomi tego, że zważywszy na nowe okoliczności, w jakich znaleźli się Ukraińcy po wydarzeniach 47 roku, a zwłaszcza na ogrom środków polityki asymilacyjnej polskiego rządu, zostaniemy poddani niezwykle trudnej próbie czasu.

Przeprowadzona w ramach akcji „Wisła” deportacja ludności była jedynie punktem wyjścia do tego co miało stać się później, tj. szeroko zakrojonego procesu wynaradawiania Ukraińców. Dla jego osiągnięcia włączono specjalne służby i ogromną gamę środków o charakterze polityczno-represyjnym i socjo-psychologicznym. Przypomnijmy raz jeszcze, że podstawowymi filarami tych działań poza rozproszeniem ludności, było prawne i ekonomiczne zamknięcie możliwości powrotu (konfiskata mienia ludności cywilnej dekretem Rady Ministrów z 27.08. 1949 r., konfiskata mienia organizacji i instytucji dekretem z 28.09. 1949 r.), ograniczenie elementarnych swobód obywatelskich (zakaz gromadzenia się, ograniczona możliwość poruszania się, nadzór Służb Bezpieczeństwa), reglamentacja dostępu do udziału w życiu religijnym, społecznym i publicznym, wreszcie upowszechnianie negatywnego stereotypu Ukraińca.

Największe szkody poczyniło na pewno rozproszenie Ukraińców „w polskim morzu”, ponieważ było czynnikiem przyspieszającym społeczną i psychologiczną izolację. W dłuższej perspektywie skutkowało ono zerwaniem elementarnych więzi społecznych i przyjęciem postawy tymczasowości, które pomimo upływu lat miało wciąż na tyle istotne znaczenie, że rodziło powracający co jakiś czas dylemat: zostać czy powrócić. Zwarzywszy na te okoliczności, zakorzenienie w nowym miejscu, było budowane z niezwykłym trudem, w atmosferze społecznej niesolidarności, wrogości i braku zrozumienia dla odmienności religijnej, kulturowej, obyczajowej. Trudno byłoby dzisiaj zliczyć, ilu Ukraińców doświadczyło z tego powodu ostracyzmu, ilu nie umiało sobie poradzić ze świadomością bycia człowiekiem drugiej kategorii. Świadczą o tym desperackie decyzje o odrzuceniu własnej przynależności narodowej, za którymi kryły się dramatyczne pobudki psychologiczne powodowane kompleksami niższości.
Drugim uczuciem, wynikającym z podeportacyjnego doświadczenia, był strach zrodzony z ogromu złych słów wypowiedzianych publicznie pod adresem Ukraińców. Bez prawa do rzeczowej dyskusji, a tym bardziej obrony, z zakneblowanymi ustami, w czasach zdominowanych przez jedną prawdę, której strażnikiem było państwo polskie. Co więcej, wypowiadały je elity intelektualne Polski, ludzie pochodzący ze środowisk opiniotwórczych: dziennikarze, pisarze, reżyserzy, ba nawet uczeni humaniści! Ukraińcy stali się złymi bohaterami ich schematycznych, biało-czarnych filmów, jak na przykład „Ogniomistrz Kaleń”, literatury, jak „Łuny w Bieszczadach”, zafałszowanej historii jak „Władyka Świętojurski”, o rodowodach upowszechnianych wśród kolejnych pokoleń Polaków, stylistyką sienkiewiczowskich lektur szkolnych. Z mrocznych, oskarżycielskich w tonie filmów i książek głównych twórców stereotypu, by chociaż dla przykładu wymienić Gerharda, Wilczura, Prusa, Zycha, Petelskich, Odojewskiego wyłonił się obraz Ukraińca-rizuna, bandyty, z którym żaden z nas nie chciał się identyfikować. Czytasz i myślisz: czyżbym pochodził z aż tak złego, pozbawionego zasad moralnych narodu? Naznaczeni i napiętnowani negatywnym stereotypem, Ukraińcy zostali nie tylko pozbawieni ludzkiej godności i dobrego imienia, ale przede wszystkim skazani na społeczny niebyt. W strzępach niechcianej pamięci zachowujemy tamten obraz Ukraińca i to, czego z zakneblowanymi ustami doznaliśmy wówczas w największym stopniu, uczucie upokorzenia i bezsilności.

Utrwalany długimi latami negatywny stereotyp Ukraińca w prasie, podręcznikach, literaturze i filmie w wielu z nas zrodził głęboko zakorzeniony strach i w rezultacie ostateczne odcięcie się od „złych korzeni” poprzez odrzucenie wszelkiej pamięci związanej z „tamtym” miejsca pochodzenia, a więc pamięci historycznej, rodzinnej, przynależności narodowej. Amnezja własnej przeszłości, miała okazać się pomocna w budowaniu nowej, „zastępczej tożsamości”. Niemal każda rodzina doświadczyła tragicznego odrzucenia własnych korzeni i niezgody na bycie Ukraińcem przez najbliższych: brata, siostrę, dzieci. Pamiętajmy jednak że, za tą desperacką decyzją i społecznym samobójstwem musiał się kryć niezwykle złożony dramat osobisty najsłabszych ofiar projektu polonizacyjnego, jakim była akcja „Wisła”.
Nie wolno również zapominać, że deportacja była ogromną tragedią Ukraińców także dlatego, że od tego momentu ich życie stało się przedmiotem uporczywych podsłuchów, donosów, rejestrów i kontroli aparatu administracyjnego, ale przede wszystkim Służb Bezpieczeństwa. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, które w 1949 roku przejęło pełną kontrolę nad mniejszościami narodowymi, za pomocą swoich służb wniknęło we wszystkie struktury organizacyjne i spenetrowało gruntownie całe aktywne środowisko ukraińskie. Poddano je ścisłej inwigilacji i nadzorowi za pomocą zwerbowanych metodami zastraszenia tajnych współpracowników Służb Bezpieczeństwa. Każdy najmniejszy przejaw aktywności społecznej Ukraińców, „ludzi specjalnego nadzoru” był nie tylko skrupulatnie rejestrowany w terenowych i centralnych kartotekach i teczkach funkcjonariuszy tych służb, ale stał się przedmiotem ich sterowanych działań. Z jednej strony starano się bowiem zachować pewne pozory swobodnego rozwoju kultury narodowej, a drugiej faktycznie był on ściśle reglamentowany, a nawet inspirowany po to, aby nie wyszedł poza niszowy, ale bezpieczny wymiar etniczności i folkloru. Wydaje się, że przyzwolenie na rozwijanie kultury sprowadzonej głównie do folkloru i ludowości było rozmyślnym działaniem, pułapką zastawioną na przyszłe pokolenia Ukraińców.

Wypada się jednak zgodzić, że w powojennej Polsce Ukraińcy nie mieli specjalnego wyboru poza próbą budowania tożsamości opartej na dziedzictwie kulturowym, bardzo często zwróconej ku przeszłości, której myślą przewodnią było przetrwanie. Na wielkie uznanie zasługują w tej sytuacji ci którzy, w czasach podsłuchów i donosów współtworzyli niewątpliwy fenomen, jakim był zryw aktywności społeczno-kulturalnej zapoczątkowany od momentu powstania w 1956 roku Ukraińskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego.

Przejawy tej niezwyklej aktywności były widoczne w działalności oświatowej, pedagogicznej, wydawniczej czy stowarzyszeniowej. W zbiorowym wysiłku zachowania dziedzictwa kulturowego bardzo często uczestniczyli anonimowi ludzie, którzy stanowili największy kapitał USKT. Wielkie uznanie należy się twórcom chórów, zespołów, przeglądów muzycznych, festiwali, jarmarków i wielu innych inicjatyw społecznych, szczególnie – jak mi się wydaje – w ich znakomitym okresie lat 60. Na wielkie uznanie zasługują również związani z USKT ludzi nauki, oświaty, sztuki, medycyny, którzy w tych trudnych warunkach wykorzystali możliwości awansu społecznego i tworzyli pierwsze po deportacji pokolenie elity inteligenckiej Ukraińców w Polsce.
Jestem przekonana, że musimy dzisiaj mówić o USKT jednym głosem, pomimo wszytko, budować jego-naszą pozytywną historię z troską o dobre imię, znakomitej większości ludzi, którzy stanowili o jego ogromnej sile. Oczywiście można pójść w drugim kierunku, a mianowicie mówić tonem oskarżycielskim, zdyskredytować jego osiągnięcia, ale należy się wówczas liczyć, że skutki tego będą brzemienne i niewspółmiernie bardziej szkodliwe dla naszej pamięci historycznej.
Aktywność społeczno-kulturalna Ukraińców sprzyjała również budowaniu nowego klimatu społecznego, którego poprawa następowała jednak zbyt wolno. Wskazują na to m.in. badania przeprowadzone przez Centrum Badania Opinii Publicznej, z których wynika, że pod względem odczuwanej niechęci przez Polaków do określonych mniejszości narodowych, Ukraińcy (42% Polaków zadeklarowało niechęć) znaleźli się na drugim miejscu po Cyganach, a w 1999 roku na trzecim miejscu (33%) po Cyganach i Żydach, ale przed Rosjanami (26%) i Niemcami (24%).
Z perspektywy czasu jesteśmy bardziej niż kiedykolwiek świadomi tego, jak niezwykle doniosłą rolę odegrało USKT w konsolidacji społeczności ukraińskiej. W powojennej historii Ukraińców w Polsce oprócz cerkwi nie było żadnej innej instytucji, która odegrałaby tak znaczącą rolę w tym procesie. Dlatego kiedy w społecznej przestrzeni, pojawia się obecnie coraz większa pustka, powstaje pytanie, dlaczego fenomen ogromnego zrywu społeczno-kulturalnego nie przetrwał czasu.

Wydaje się, że podstawowa przyczyna tkwi w tym, iż tworzyło go pokolenie mające silną świadomość własnych korzeni i związek z dziedzictwem kulturowym, czego niestety siłą rzeczy zostały pozbawione następne pokolenia urodzone na ziemiach przesiedlenia. Trwający proces ich polonizacji dowodzi, że pomimo upływu lat, które nas dzielą od punku zwrotnego wyznaczonego traumatycznym doświadczeniem akcji „Wisła”, wciąż odczuwamy jej dalekosiężne i nieodwracalne skutki.

Na zakończenie wypada postawić pytanie o to, co dalej? Myślę, że przyszłość należy wiązać przede wszystkim z nowym pokoleniem młodych, dobrze wykształconych Ukraińców. Należy nie tylko uważnie wsłuchać się w ich głos, ale również podjąć próbę włączenia w różne struktury organizacyjne, dopuścić do różnych gremiów, zainicjować debatę czy forum dyskusyjne nad nowymi formami aktywności. To jest czas na nowe pokolenie Ukraińców, którzy mając do dyspozycji kapitał, jakim jest wykształcenie, mogą stworzyć w środowisku ukraińskim nową jakość. Można ją wiązać z obserwowanym w wielu krajach renesansem ruchów ma rzecz zachowania wielokulturowości narodowej. W dużych akademickich miastach ukraińskie młode pokolenie stanowi na tyle liczebną społeczność, że ma duże możliwości wypracowania atrakcyjnych form jej aktywności. W zasadzie jest to nie tylko możliwość, ale w pewnym stopniu konieczność, aby pokolenie to, świadome swojej tożsamości, kontynuowało dzieło zapoczątkowane przez Ukraińców o deportacyjnym rodowodzie.

Artykuł w j. ukraińskim ukazał się w nr 17/2008 „Naszego Słowa” (27.04.2008); „Наше слово” №17, 27 квітня 2008 року {moscomment}

Поділитися:

Категорії : Статті

Напишіть відгук

Ваша пошт@ не публікуватиметься. Обов’язкові поля позначені *

*
*