Gdzie zaszliśmy….Co dalej?

середа, 11 Липень 2018, 12:17

Gdzie zaszliśmy….Co dalej?

Sahryń – wieś w Polsce, dzisiaj zamieszkana wyłącznie przez Polaków, w marcu 1944 r. była wsią ukraińską. 10 marca 1944 r., nad ranem, oddziały polskiej Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich rozpoczęły w tej wsi i kilku okolicznych, również zamieszkałych w przeważającej części przez Ukraińców, zmasowaną akcję pacyfikacji ludności cywilnej. Ile dokładnie osób zginęło nie wiadomo, jak podaje historyk, prof. Ihor Hałagida z Gdańska, tych, których nazwiska udało się ustalić do dzisiaj jest ponad 600. Sahryń w pamięci Ukraińców z Polski oraz Ukraińców przesiedlonych w latach 1944-46 z tych terenów do ZSRR, pozostaje symbolem ukraińskiej martyrologii na tych terenach.

W ostatnią niedzielę, 8 lipca, ten bardzo skromny i niewielki cmentarz, dzisiaj własność Kościoła Rzymskokatolickiego, zapełnił się setkami Ukraińców, którzy z Ukrainy oraz z Polski przyjechali specjalnie, aby oddać hołd pomordowanym. Przy memoriale hołd odadał Prezydent Ukrainy Ukrainy, Petro Poroszenko, inni wysocy rangą przedstawiciele Ukrainy, ksieża prawosławni. Memoriał miał być otwarty w 2009 r., zgodnie z umową pomiędzy ówczesnymi prezydentami, Lechem Kaczyńskim i Wiktorem Juszczenkom, ale ani prezydent Lech Kaczyński, ani później Bronisław Komorowski nie doprowadzili tej obietnicy do końca.

W tym samym czasie, kiedy Prezydent Poroszenko składał kwiaty i zapalał znicze na grobach Ukraińców zamordowanych przez polskie oddziały podziemia w Sahryniu, Andrzej Duda, prezydent Polski, zapalał znicze i składał kwiaty na grobach Polaków zamordowanych przez oddziały ukraińskiego podziemia na Wołyniu w lipcu 1943 r., w związku z 75 rocznicą tej zbrodni przypadającą w dniu 11 lipca.

Джерело: Веб-сайт Адміністрації Президента

Wielu z nas, Polaków i Ukraińców, życzyłoby sobie, aby i tu, i tu, Prezydenci naszych krajów byli razem, pochylając się wspólnie nad grobami dzieci, kobiet, starców, duchownych, ukraińskich i polskich, którzy stali się ofiarami konfliktu polsko-ukraińskiego sprzed ponad 70 lat. Po to, aby oddać hołd pomordowanym, ale także dlatego, by w takim symbolicznym geście pokazać, że nie chcemy, aby kiedykolwiek w przyszłości, Polacy i Ukraińcy występowali zbrojnie przeciw sobie! I że z tragicznej historii naszych narodów, umieliśmy wyciągnąć wnioski, dla przyszłości i abyśmy umieli i chcieli być razem! Tak się nie stało! Ale o tym nie będę pisać dzisiaj, chcę, choć w niewielkiej części w tym tekście, na gorąco, przekazać moje odczucia, refleksje z nad grobów w Sahryniu.

Pierwszy raz byłam tutaj z grupą Polaków i Ukraińców w lipcu 2013 r. Wówczas, w przeddzień 70. rocznicy tragicznych wydarzeń na Wołyniu, w Pawliwce-Porycku oraz w Sahryniu, symbolicznych miejscach upamiętnień ofiar krwawego konfliktu polsko-ukraińskiego lat 1943-1944, miało miejsce „spotkanie nad grobami” Ukraińców i Polaków, aby oddać hołd pomordowanym Polakom i Ukraińcom, aby być razem przy ich symbolicznych grobach. Wczoraj w Sahryniu nas, Polaków, była garastka! Moje odczucia były podobne jak 5 lat temu – już kiedy wjeżdża się w ten region, gdzie do lat 40. XX w. mieszkali Ukraińcy, można powiedzieć od zawsze, w powietrzu czuć jakąś melancholie, smutek…I nie zmienia tego fakt, że i wtedy i teraz były piękny, letni dzień, łany zboża na polu, bociany mijane po drodze. Ale ten przyczajony smutek przemieszany z melancholią snuje się w powietrzu! Duch ukraińskiej obecności utrwalił się jakoś w tej przyrodzie, bo w Sahryniu śladów materialnej obecności Ukraińców nie ma – poza tym starym cmentarzem i cerkwią, dzisiaj kościołem katolickim. Tak, taka samą melancholie czuć i tam, gdzie kiedyś byli Polacy, Żydzi, czy inni, potem wygnani, zamordowani, wymazani ze społecznej pamięci, pozostawiali „tylko” ten swój duch…Ci z nas, którzy obdarzeni są jakąś dozą wrażliwości odczują go….bo gdzieś słychać ich głosy, śmiech dzieci, wieczorne rozmowy na progach chat, ptaki też wówczas śpiewały, na polach było zboże, zapach łąk i pól rozmarzał.

Tu gdzie dzisiaj jest pomnik i symboliczne groby ukraińskich ofiar polskiego pogromu oddziału AK w Sahryniu, przez lata nie było nic, pustka. Cmentarz przetrwał pacyfikację wsi, choć już po wojnie prawie nikogo na nim nie chowano, ale pozostało kilka starych, jeszcze z końca XIX w. i początku XX w., ukraińskich grobów z nagrobnymi rzeźbami, groby żołnierzy niemieckich z I wojny światowej, trudno już odczytać napisy, albo ich nie ma. Ale nawet dzisiaj, z postawionym pomnikiem i symbolicznymi grobami bez nazwisk – te są wyryte na tablicach na pomniku, robi bardzo skromne wrażenie. Wczoraj myślałam o tym, że tacy musieli być ukraińscy mieszkańcy Sahrynia, skromni, bogobojni, pracowici. Ale historia ich nie oszczędziła, bo to tu na Chełmszczyźnie w 1938 r. była największa fala niszczenia ukraińskich prawosławnych cerkwi zgodnie z decyzja polskiego rządu. Policja i wojsko polskie bili tych mieszkańców ukraińskich, którzy bronili swoich cerkwi, niektórzy trafili do więzienia. Ale na paleniu cerkwi nie poprzestano, bo łączyła się ona z przymusowa akcją polonizacyjną w ramach której, Ukraińcy mieli zostać Polakami przechodząc na katolicyzm!

Żołnierze Armii Krajowej podczas zniszczenia wioski Sahryń . Foto з uk.wikipedia.org

Tę ludność przedwojenna Polska uważała za ludność „gorszej kategorii”, gdyż mówili innym językiem i modlili się „do innego” Boga. A była to tzw. Polska B, najbardziej zaniedbana, biedna, w dużej mierze zamieszkała głównie przez ludność ukraińską. W latach 1939-47 te tereny, podobnie jak inne na Podkarpaciu, w Bieszczadach, południowo-wschodniej Polsce były częścią „skrwawionych” ziem, o jakich pisał Tymothy Snyder w swojej książce o tym właśnie tytule. Obok krwawej polityki nazistowskich Niemiec, sowieckiej partyzantki, Holokaustu ludności żydowskiej, wybuchł także polsko-ukraiński konflikt. Ich ofiarami stawała się przede wszystkim cywilna ludność, niezależnie od wieku, płci, zaangażowania we wsparcie własnego podziemia, Polaków dla AK, Ukraińców dla UPA.

I kiedy czytam na tablicach pomnika w Sahryniu nazwiska całych rodzin zamordowanych: dziadek i trójka wnuków, o nazwisku Kszaczok, czy rodzina Zan’, czy Rapata, czy Muzyczuk…myślę nie kategoriami liczby zamordowanych, ale o nich, konkretnie. Dziad Kszaczek i trójka wnuków, nie wiem, ile mieli lat, nie ma na tablicy ich imion. Czy dziadek zajmował się sam wnukami, czy rodzice byli poza wsią, a może się uratowali. Atak miał miejsce nad ranem w marcu, a więc jeszcze na tych terenach zimą, więc było ciemno, czy ludzie spali, czy bali się kłaść do łóżek, wyrwani ze snu, nieprzytomni ze strachu, krzyki, płoną chaty, mordują sąsiadów, wpadają i do chaty dziada Kszaczka. A potem tylko albo aż nazwisko na tablicy, nie ma nawet grobu. W Sahryniu i wsiach, jakie stały się w marcu 1943 r. celem ataku AK ludzie ginęli także na polu, nie wiadomo kto i jak ich chował, część pozostała na polach tam, gdzie zginęli. Ekshumacji na tych terenach ani za PRL-u, ani po 1989 r., nikt nie robił. Dlatego jakoś boli widok okolicznych pięknych z dojrzałymi kłosami pól, bo wyobraźnia podsuwa obraz tych, którzy tam pozostali…I znowu, tak – takie same obrazy, myśli towarzyszą nam w tych miejscach, gdzie zginęli Polacy z rąk ukraińskiego podziemia, też dzieci, kobiety, starcy, księża, też każde nazwisko oznaczało życie człowieka: łzy, śmiech, macierzyństwo….

Sahryń 10 marzec 1944 roku.

Tyle, że tych zamordowanych w Sahryniu, nawet 74 lata po śmierci, i w innych warunkach historycznych, niepodległej Polski w Unii Europejskiej, niepodległej Ukrainy, dopada dzisiaj to samo postrzeganie jak wówczas, kiedy żyli: nawet po śmierci, strasznej i okrutnej z polskich rąk, są ofiarami „drugiej kategorii” jak kiedyś byli obywatelami II RP „drugiej kategorii”. Bo jak inaczej o tym mówić, kiedy o ich śmierci pisze się jak o ofiarach akcji odwetowych, a bywa że jak ofiarach „prewencyjnych akcji odwetowych”, takiego określenia, nieznanego historykom, użyła w jednym ze swoich tekstów Ewa Siemaszko, uchodząca w Polsce za niezaprzeczalny autorytet w kwestii relacji polsko-ukraińskich. A więc, nie są „pełnoprawnymi” ofiarami, a w ocenie tych, którzy używają tych określeń, powinni byli być zabici. A więc i w obliczu okrutnej śmierci są lepsze i gorsze ofiary?
A tych, którzy jadą, aby uczcić ukraińskie ofiary konfliktu polsko-ukraińskiego „gorszego gatunku”, aby pomodlić się nad ich symbolicznymi grobami, można oskarżyć o to, że to niewłaściwego dnia, bo dlaczego 8 lipca a nie 10 marca, że robią to na szkodę państwa polskiego, sprzyjają ukraińskim nacjonalistom albo biorą udział w prowokacjach przeciw Polsce.

Gdzie zaszliśmy….Co dalej?

Iza Chruślińska

По темі

Напишіть відгук

Ваша пошт@ не публікуватиметься. Обов’язкові поля позначені *

*
*